Liwia przybywa do Willi Lustrzanej, by ją odnowić i
przywrócić do świetności. Pracuje dla jej nowego właściciela, Mathiasa Berga,
Niemca. I od samego początku sprawia to jej problemy, bo jak to tak, Polka dla Niemca?
W miejscowości, gdzie żyli Żydzi Polacy, którzy wielu krzywd od Niemców doznali?
Do książki przekonała mnie okładka, którą zobaczyłam u kogoś
na Instagramie. Stary dworek i kobieta z jakąś książką w dłoniach to była
obietnica na świetną lekturę. I nie pomyliłam się. Książka porwała mnie od pierwszych
zdań, zachwyciła samym pomysłem, a potem już trzymała w szponach i nie chciała
wypuścić. Czemu w szponach? Bo chwilami robi się strasznie, dramatycznie wręcz.
Historia nie dzieje się tylko tu i teraz. Autorka poprowadziła
ją dwutorowo, oddając pole przeszłości. Poczynania pani konserwator fascynowały
mnie, musiałam nawet sprawdzić, czy metody odzyskiwania starych, zatartych
dokumentów są prawdziwe, czy są tylko fikcją literacką. I tak, są prawdziwe, co
jeszcze szerzej otworzyło moje oczy ze zdziwienia i zachwytu. Kocham stare
tajemnice, ich odkrywanie, a tych tu jest naprawdę dużo. Bardzo intrygowała mnie
też postać Matyldy, trochę szarej eminencji, trochę obłąkanej kobiety, nigdy
nie wiedziałam na pewno. Jedna z moich ukochanych postaci, choć mocno
drugoplanowych.
Jednak to przeszłość mnie porwała i zachwyciła. Pomysł na
to, by przemówiła za pomocą pamiętnika był wspaniały. Czułam każdą emocję, widziałam
każdą scenę. Jestem kompletnie oczarowana tym, jak autorka oddała klimat
strachu ludności, pewności siebie byłej pani domu i przyjaźni. Tej zakazanej,
obarczonej wyrokiem śmierci. No i śmierć. Taka głupia, taka niepotrzebna. A tak
bardzo obrazująca to, co działo się w głowach esesmanów. Przerażając, jak
bardzo wierzyli w ideę, jak bardzo nie cofnęli się przed niczym.
Cienie w Lustrzanej to przepiękna opowieść o tym, co mogło
być, co na pewno gdzieś się zdarzyło. To opowieść o ludziach, którzy przeminęli,
bo ktoś tak postanowił. Ale również o tych, którzy przeżyli. By kiedyś z kimś
innym wypić herbatę. Jak Lea Rosenfeld. Wzruszająca postać, która spięła
przeszłość z teraźniejszością, pozwoliła tamtemu na nowo ożyć.
To trudna książka, niejedna łza popłynie. Ale jest też
przepiękna w swej prostocie pokazywania prawdy. Prawdy, o której nie możemy zapomnieć,
jak trudna by nie była.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz