Maria wraca do Granic, by dokończyć przygotowania do
wystawy. Jednak nie bardzo ma się zatrzymać, bo u Krystynki mieszka odnaleziona
po latach siostra. Kiedy Kacper Kosiński oferuje jej gościnę, nie zastanawia
się długo.
Granice i Zwaliska, gdzie odbyć ma się wystawa skąpane są w
porannych mgłach, złotym blasku słońca przeświecającego przez złote i czerwone
liście. Tajemnicze, czasem nieprzystępne, wiejące chłodem poranka i przynoszące
niespodziewane dreszcze na plecach. Zimna? Złego przeczucia? Pachną też
ciastem, chryzantemami i dyniami, cieszą oko kolorowymi jesiennymi dekoracjami
i dają ukojenie w prostych, zwyczajnych widokach i czynnościach.
Kto był już w Granicach lub czytał jakąkolwiek książkę
autorki ten wie, że właśnie tak jest w jej opowieściach. Trochę cukru i trochę
dziegciu. Spokój poranka i burza popołudnia, nie tylko w pogodzie. Kotłujące
się emocje, które znajdują ujście, gdy ktoś ma w sobie na tyle uważności, by je
zauważyć i zatrzymać się na chwilę, by móc je nazwać, złapać, kogoś wysłuchać i
mu ulżyć.
Kocham książki autorki za tą uważność właśnie. Za pochylenie
się nad cieniem drzewa, zmarszczeniem wody. Nad dostrzeganiem tego, co w
ludziach siedzi głęboko, a czasem płytko pod maską pokazywaną innym. To nie
jest powieść dla wszystkich. Nie znajdziecie tu szybkiej akcji, przeskakiwania
z tematu na temat, galopujących wydarzeń. To książka pełna spokoju, powoli dążące
do finału, bez niepotrzebnych rozdmuchiwań. Nie, nie jest wolna od emocji, ale
nie są one sztucznie rozbuchane. Tu wszystko ma swój rytm małej miejscowości i
serca pojedynczego człowieka. To jego uderzenia wyznaczają rytm. To jego wzruszenia
powodują wzruszenia czytelnika.
Co znajdziemy w książce? Tajemnicę. Taką, która jednym życie
prostuje, a innym łamie. Bo niby prawda jest jedna, ale odbiór jej zależy już
od tego, do kogo trafi. Nigdy tak na to nie patrzyłam, dopiero po lekturze tej
książki zaczęłam się nad tym zastanawiać. Jedno zdarzenie może być dowolnie
zinterpretowane, a to, w co przez lata wierzyliśmy rzuci na nie jeszcze inne
światło.
W tomie dużo dzieje się rzeczy trudnych, smutnych, czasem wywołujących
niezgodę czytelnika. Ale jednak nadal Granice otulają spokojem, ciepłem i
pewnością, że nawet po burzy tam wyjdzie słońce. Czekam na nie w zimowej
odsłonie Granic.
Czwarta Strona 2024
Storytel 8 h 44 min
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz