Czerwone piwo królowej

 


Rodzinne tajemnice, skradzione receptury i ponad stuletni browar to przepis na świetną książkę.  Jeśli do tego dołożymy również światowej sławy fotografa i lokalną introligatorkę i fotografkę, którzy nie pałają do siebie sympatią mamy pewność, że będzie ciekawie.

Ta książka pachnie rzemieślniczym piwem i wspomnieniami. Starymi książkami, kurzem dawno nieużywanych pomieszczeń i chemicznymi odczynnikami. Gdy zamykam oczy przenoszę się w ten świat i czuję każdy z tych zapachów, tak świetnie to zostało odmalowane przez autorkę słowem.

Historia zawarta w tej książce nie da się poznać od razu. Pojawia się powoli, nabierając barw, jak fotografia w ciemni pod wpływem odczynników. Wystarczy jeden zły ruch, by obraz się nie udał, wspomnienia pierzchły, a rozmówca, zdradzający sekrety już nie chciał, by ujrzały one światło dzienne.

Autorka opiera fabułę o zdradę, stracone zaufanie i próbę jego odbudowy po latach.  I pokazuje, że to nie tylko kwestia dawnych lat, zatargów i waśni, które wynikały z nacisku rodzin, dawnych układów i tego typu zależności. Że na co dzień możemy spotkać kogoś, kto dla własnej wygody, korzyści czy po prostu dlatego, że kogoś nie darzy sympatią będzie jątrzył, kombinował i jeszcze wciągał w to inne osoby.

Zachwyciła mnie dbałość o szczegóły. Autorka z równie wielkim zaangażowaniem pokazuje techniki introligatorskie, sztukę fotografii jak również sztukę ważenia piwa. Do wszystkiego podchodzi z pieczołowitością i ogromną precyzją. Tu nie ma miejsca na przypadkowość. Dzięki temu, którekolwiek miejsce w książce się odwiedzi, ma się wrażenie, jakby stało się obok tej osoby i patrzyło na jej ręce.

Urzekło mnie małe miasteczko, gdzie niby każdy wszystko wie, ale jednak ma swoje sekrety, które wychodzą przypadkiem lub nie wychodzą nigdy. Część jest schowana za wielką bramą, inne w pudełku, na kartach pamiętnika a jeszcze inne głęboko w pamięci. I tylko ktoś uważny i chętny, by poznać i nie ocenić może je odkryć. A w tym wszystkim najbardziej trzeba pamiętać o tym, że w takim miasteczku zawsze ktoś patrzy. I bardzo uważać na to, co się robi. Ten motyw jest świetny, po prostu majstersztyk.

Bardzo podobało mi się też podejście do Michała i Walerii. Zderzenie dwóch światów, innych oczekiwań oraz innego sposobu na dojście do celu czyni z walki o browar jeszcze ciekawszy motyw. Tu również jest wpleciony motyw zdrady, nieufności i budowania relacji.

To moja trzecia powieść autorki i wiedziałam, że mogę się spodziewać nie tylko pięknej opowieści, ale czerpania z historii. I choć tu ta wielka historia nie występuje, to mamy historię browaru i ludzi. I ta jest pokazana po prostu przepięknie. Wspomnienia, przywołania tamtego czasu były moimi ulubionymi kawałkami układanki.

A jak ktoś jeszcze mocniej chce poczuć to, co było w książce na końcu znajdzie piwne przepisy - będzie smacznie.


Współpraca barterowa

 Wydawnictwo Mięta 2026

334 str

Niesforny anioł - Elżbieta Barczyk

 


Nataniel ma pecha. Ale takiego potwornego. Nawet próba samobójcza mu nie wychodzi i zamiast zakończyć żywot wpada w ramiona najgroźniejszego gangstera w okolicy. Brzmi jak jeszcze większy pech, ale prawda jest kompletnie inna.

To jest szalenie niedorzeczna książka. Jest tak oderwana od rzeczywistości, tak pełna niemożliwości, że… nie mogłam się od niej oderwać. Naprawdę. Pomyślcie sami. Miles Kostel, groźny gangster, umykający policji, zwany w światku „Demonem”. A obok niego naiwny, pełen dobrej wiary, nadziei i miłości do ludzi Nataniel. To przecież nie może się udać. A jednak chyba wraz z Natanielem spada na niego grom z jasnego nieba, miłość od pierwszego wejrzenia i całe masa motylków. W każdym razie ma na punkcie mężczyzny obsesję.

I na tej obsesji jest zbudowana fabuła. Miles szuka kontaktu z Natem, który nie dość, że nie był wdzięczny za uratowanie życia, to jeszcze bezpardonowo się na przestępcę wydarł. Bo taki właśnie jest: bezkompromisowy, mówiący to, co myśli i lecący tam, gdzie go potrzebują. Wraz z pechem jest to mieszanka wybuchowa i grożąca obrażeniami. Dość szybko się wszystko rozwija i tu jest jedyna rzecz, która mi się w książce nie podobała. Brakło mi dużego kawałka pomiędzy decyzją o spróbowaniu bycia w związku, a stałym związkiem, z mieszkaniem razem. Bardzo chętnie poczytałabym więcej o kłopotach obu, bo przecież Nat nie gryzie się w język i Miles jest przy nim naprawdę biedny, choć często sobie zasłużył.

Co za to mi się szalenie podobało? To, jak obaj mężczyźni zmieniają się w stosunku do siebie, choć najbardziej widać przemianę Milesa. Pod wpływem Nata łagodnieje, zmienia podejście nie tylko do niego i do kontroli nad partnerem, ale także do świata. Z gburowatego, strasznego faceta zmienia się w kogoś zwracającego uwagę na potrzeby innych i świat wokół.

Bardzo podoba mi się również zwrócenie uwagi na kilka problemów społecznych. Mamy tutaj przemoc w związku, porzucenie dzieci i adopcję, chore pragnienia. Co prawda tylko trochę zarysowane, ale nie trzeba mówić dużo, by coś zasygnalizować i skłonić do przemyśleń. Autorka również kładzie nacisk na to, jak można się pomylić w ocenie kogoś i wyciągnąć pochopne wnioski.

Jak już wspomniałam, książka jest trochę nie z tego świata. Przynajmniej ja nie wyobrażam sobie takiego układu, jaki jest pomiędzy głównymi bohaterami. Jednak z miłą chęcią wyobrażam sobie, że taki świat istnieje. Że kiedyś doczekamy momentu, że dwie kochające się osoby będą mogły mieszkać w domku pod miastem i po prostu się kochać i nikt nie będzie patrzył, jakiej są płci. Jestem tym zachwycona, a najbardziej podoba mi się podejście światka przestępczego do Nataniela. Kocham wszystkich gangsterów za to, jak kochają pechowca.

Niesforny anioł to ciepła opowieść o miłości, która wszystko zmienia. Niespodziewanej, docierającej się, wywołującej uśmiech w tych, którzy ją widzą. Nie znajdziecie tu scen erotycznych, znajdziecie za to wiele czułości, troski i dawania poczucia bezpieczeństwa. Ja jestem zachwycona i życzę sobie więcej.


Współpraca barterowa

Ostre Pióro 2026

273 str

Piastunka letnich snów - Joanna Szarańska

 


Maria wraca do Granic. Ale tym razem nie do siedliska, a do malutkiej chaty pod lasem, by wraz z Krystynką odnowić Malarkę Wiosennych Łąk. I usłyszeć o matce kobiety, poznać ją bliżej.

Maria wraca do Granic, a ja razem z nią, jak do wytęsknionego miejsca, gdzie można zaczerpnąć oddechu, usiąść na ławeczce i po prostu być. Malarkę również uwiodło proste, choć ciężkie życie. Zachwyca się jego niespiesznością, ustalonym rytmem i prostą koleją rzeczy. A ja miałam to szczęście patrzeć na staw, las, cmentarz, Aleję Westchnień i całą okolicę jej oczami. A było na co. Bo autorka znów zachwyca plastycznością opisów, pochyleniem nad grą świateł i najmniejszym szczegółem. Dzięki temu Granice nabierają kształtów, kolorów i zapachów. Zamykam oczy i jestem tam, w tamtym miejscu. I czasem słyszę głuchy odgłos siekiery Krystynki.

Ta część jest poświęcona kociej opiekunce. Poznajemy jej bolesną historię, dzięki temu poznajemy bliżej i ją. To postać nieoczywista, stworzona trochę przeszłością, trochę opiniami ludzi. Teraz możemy zdrapać to, co zostało przyklejone, oderwać krzywdzące opinie i poznać kobietę taką, jaka jest. Jest to ważne nie tylko w książce, ale też na co dzień, byśmy nie oceniali ludzi według tego, co o nich mówią, bo możemy kogoś skrzywdzić lub pozbawić się szansy na wspaniałą znajomość.

I choć dużo kręci się w tym tomie wokół Krystynki, nie jest ona jedyną postacią. Maria zawiera nowe znajomości, skutkujące dobrem i złem, jak to w życiu. Rozwija też przyjaźnie wcześniej zadziergnięte. Pojawia się Ewa ze sklepu, bibliotekarka, Kacper Kosiński, właściciel siedliska z córką też odegra swoją rolę. Każdy z bohaterów jest świetnie wykreowany, ale Julcia skradła moje serce.

Dużo miejsca autorka poświęca również relacjom między Marią a jej córką. W tym tomie trudnym, burzliwym. Nawet Granice chwilami nie pomogą,

Granice to plasterek na rany, herbata czekająca na stole po ciężkim dniu. Uśmiech ukochanej osoby. To ciepłe, otulające miejsce, w którym nie nikną problemy, ale które daje chwilę, by od nich odpocząć i podejść z jaśniejszą głową. Dzięki nim siadam, zaczynam słuchać i wszystko ze mnie opada. Dla mnie to książkowy dom, jeden z wielu stworzonych przez Joannę Szarańską. Bo i na Miodową chętnie wracam. Nie, nie mówię o niej przypadkiem, znajdziecie o niej wspomnienie w tej książce.

Pokochałam Granice, jak pokochałam kiedyś Miodową. I cieszę się, że tych książkowych domów dzięki autorce mam coraz więcej. Chętnie do nich wrócę. Żeby odpocząć, pośmiać się, popłakać. Po prostu pobyć.


Czwarta strona 2024

Storytel 10 h 1 min

Łączna liczba wyświetleń