Maria maluje, a przynajmniej kiedyś malowała. Po zdradzie
najbliższej osoby nie ma do tego serca. W rozmowie z dawno niewidzianą
przyjaciółką upatruje więc zmiany. Nie sądzi, że zmiana przyjdzie wraz z
miejscem, które odwiedzi.
Do Granic przyjeżdża spotkać się, by odnowić znajomość. A
znajduje miejsce, jak z baśni, a na pewno z powieści. I tak, mnie też urzekło
Siedlisko i jego porównanie do Ani z Zielonego Wzgórza. Nie od dziś wiadomo, że
kocham pióro Joanny Szarańskiej właśnie za to, że tak pięknie tworzy miejsca, o
których pisze, że zawsze mnie oczaruje. Tutaj też widziałam staw, jakbym nad
nim siedziała, czułam zapach dusznej stodoły z unoszącymi się pyłkami kurzu w
powietrzu i czułam na skórze słońce prześwitujące przez deski. Z radością
zanurzyłam się w ciemnej, trochę ponurej, ale na pewno przytulnej sypialni w Siedlisku.
I zaciągnęłam zapachem świeżo upieczonego chleba.
Autorka pisze o malarce, ale sama nią jest, tylko ona maluje
słowem. Te wszystkie miejsca ożywają, stają się bliskie sercu i takie, jakbyśmy
tam byli i tylko na chwilę odeszli. Tak samo czarodziejsko buduje atmosferę.
Nieprzychylność i serdeczność mieszkańców odmalowana, jak żywa, choć ta
nieprzychylność ma drugie dno i wiąże się bardziej z nieznajomością. Też tak
typowe zachowanie dla mieszkańców małych miasteczek i wsi.
Jednak nie z samych pejzaży i atmosfery zbudowana jest ta
książka. To, jak zawsze bardzo trafna i wnikliwa, opowieść o ludziach. Autorka
ma niebywały dar dostrzegania małych cudów codzienności oraz ukrytych za
uśmiechem, skrzywieniem warg, skuleniem ramion historii ludzi. I właśnie te
historie opowiada. Z należytą uwagą skupieniem i delikatnością. W tej książce mamy
nie tylko historię Marii, co tu kryć, dość burzliwą, ale przede wszystkim
historię Krystynki – kociej opiekunki.
To taka miejscowa dziwaczka, owiana mgłą tajemnicy,
stroniąca od ludzi. Otoczona przez miejscowych subtelną opieką, przez którą
chronią ją przed obcymi. Jednak Marii udaje się dotrzeć do kobiety. Czy aby
jednak na pewno ścieżka wiodła od malarki ku kobiecie?
Jest też tajemnica Kacpra Kosińskiego i jego córki, dla
ogółu rozkapryszonej pannicy. O nich niewiele w tym tomie, ale wiem, że w
twórczości autorki wszystko jest po coś i o nich też się co nieco dowiemy.
Jestem oczarowana. I kocham Granice, jakby tam był mój dom.
Będę tam też wracać z westchnieniem ulgi po ciężkim dniu. Jak do domu właśnie.
A Wam polecam poznać te ścieżki, zaciągnąć się zapachem lasu i wody i dać się
oczarować.
Czwarta strona
Storytel 11 h 11 min