Wszystko co straciliśmy - Natalia Kulpińska

 


Autumn ma wszystko, poza wolnością. Jaxon również nie jest wolny. Tylko ona żyje w złotej klatce, a on w więzieniu. Czy jej ucieczka z dotychczasowego życia coś zmieni? Czy on po wyjściu umie się odnaleźć?

Zaciekawiła mnie ta książka. Zderzenie dojrzałego faceta z przeszłością z młodą dziewczyną bez jakiegokolwiek doświadczenia życiowego uznałam za coś, co może być bardzo interesujące, jeśli zostanie dobrze przeprowadzone. I początek bardzo mi się podobał.

Na początku poznajemy oboje, och motywacje, lęki, to, z czym muszę się zmierzyć. I to naprawdę jest bardzo dobry fragment książki. Wszystko dzieje się z jakiegoś powodu, kolejne kroki bohaterów wynikają z poprzednich doświadczeń. Jest to spójne i przyjemnie się czyta. Fragmenty o stracie i konieczności budowania wszystkiego od nowa są dobrze poprowadzone. Można by się przyczepić do tego, jak Autumn jest przyjęta w miasteczku, że to niemożliwe, że za dużo zbiegów okoliczności, ale dla mnie to akurat urocze i tworzy atmosferę miejsca.

Podoba mi się również motyw drugiej szansy, szczególnie tej danej sobie. Oboje muszę stanąć twarzą w twarz z demonami przeszłości, każde z innymi i zrobić krok do przodu, bez oglądania się za siebie. Bardzo wiarygodnie to wszystko wypadło. Nawet sceny z tym, jak przeszłość ich dopada wyszły nieźle powodując nawet spory niepokój.

Jak się jednak domyślacie, jest to również romans i tu spodziewałam się czegoś więcej. Po pierwsze miałam nadzieję na rozwinięcie związane z wiekiem bohaterów, a zostało to wspomniane może dwa razy. Po drugie relacja jak dla mnie leciała za szybko, ot tak, bez większego powodu, bez rozwinięcia i uzasadnienia. Niby było przyciąganie, ale jakieś takie nijakie, jak dla mnie.

Podsumowując, spodziewałam się czegoś więcej, dostałam mniej. Ale nie jest to zła książka. Pod względem przedstawionych emocji nawet więcej niż dobra, poza tym bardzo przyjemna w odbiorze. Miło spędziłam z nią czas, nie wywołała może zbyt dużo przemyśleń, ale obudziła trochę emocji. Polecam na spokojny wieczór. Dostaniecie trochę obyczajówki, trochę romansu i szczyptę sensacji. Nudzić się nie będziecie.


Współpraca barterowa

WasPos 2026 

246 str

Cynamonowy smak jesiennych dni - Gabriela Gargaś

 


Kiedy za oknem coraz szybciej robi się ciemno, jesień rozgaszcza się na dobre, a dni stają się ponure, potrzebujemy otulenia, złotych promieni i ciepła. Taka właśnie jest ta książka.

Kocham cynamonki. Nic więc dziwnego, że z ogromną chęcią zabrałam się za czytanie książki, w której ten słodki wypiek połączył dwie kobiety. Wiedziałam, że to będzie fantastyczna i niebanalna przygoda. Wszak kobiety dzieli sześćdziesiąt lat, to musi oznaczać inne doświadczenia, spojrzenie na świat i ludzi.

Nie zawiodłam się, a nawet dostałam więcej. Bo to nie tylko opowieść o pięknej przyjaźni. To część historii, tej wielkiej, która wydarzyła się naprawdę. I ten fragment autentycznie mnie zadziwił i zmusił do poszukiwania większej ilości informacji. Dziękuję za to autorce, to była cenna podróż historyczna. To również opowieść o tym, jak żyje się na emigracji, wspomnienia z tego czasu, nadal barwne, choć tak dalekie w czasie.

Bardzo podobały mi się wycieczki w przeszłość w wykonaniu Judyty. Były pełne emocji, wcale nie wyblakłe, ciągle żywe we wspomnieniach. Przynoszące tamte chwile do małego mieszkania czy kawiarni. Tak naturalnie wplecione w teraźniejszość. Czasem ją tłumaczące, czasem pokazujące, że miłość, mimo czasu i kilometrów zawsze jest taka sama. Urzekła mnie ta mądrość, spokojna, wyważona, absolutnie nie nachalna, ale wynikająca z troski.

Polubiłam też to, co dzieje się w teraźniejszości, bo tu też autorka zadbała o to, by się działo. Zdecydowanie nie ma nudy. Ale nie spodziewajcie się wielkich fajerwerków i zwrotów akcji. To spokojna opowieść o życiu zwyczajnych ludzi, takich, których można spotkać na ulicy. No, może Judyta w tym wszystkim jest bardziej niezwykła.

„Cynamonowy smak jesiennych dni” pachnie kawą, cynamonem i dynią. Tak między mną, a jednym z bohaterów: też nie lubię, podziwiam za hart ducha. Otula ciepłem koca, zachwyca złotymi liśćmi i popołudniowym słońcem. Pozwala się zatrzymać, zachwycić tym, co piękne, wzruszyć nad przeszłością i odetchnąć pełna piersią.

To książka idealna na jesień i na każdą inną porę roku. Dla każdego, bo i męskich bohaterów tu nie brakuje. Jak to w pięknej opowieści o miłości. I nie tylko.


Współpraca z Wydawnictwo Filia 2026 

432 str

oraz duzeka.pl - recenzja również na IG portalu

Już Ci niosę suknię z welonem - Joanna Szarańska



Kiedy do Michaliny dociera przesyłka otwiera przed nią nowe drzwi. I uchyla stare, do wspomnień. Otwiera salon sukien ślubnych vintage, który przyniesie zmianę nie tylko w jej życiu.

Tak, wiem, że już jest zapowiedź zimowej książki Joanny Szarańskiej, ale ta nie ma daty ważności. Można ją czytać o każdej porze roku i w każdym fragmencie życia. Bowiem książka ta łączy pokolenia, historie i kobiety. Z ich różnicami, lękami, bagażem doświadczeń i wizjami przyszłości. Każdej oddaje pola, daje przestrzeń do podzielenia się historią, czas na namysł, nie tylko nad krojem czy kolorem sukni, ale też nad własnym życiem.

Wpadłam w tą książkę z własnymi oczekiwaniami. Oczywiście, że nie przeczytałam opisu, mnie wystarczy nazwisko i wiem, że będzie zachwyt. Ale moje myśli podążyły do serii Asi „Kalina w malinach” i spodziewałam się czegoś w podobnym stylu. Potem, jak w miarę czytania dotarł do mnie mój błąd wymyśliłam sobie Michalinę. I znów się pomyliłam. Czy jestem tym rozczarowana? Absolutnie nie, bo choć czego innego chciałam to dostałam to, czego potrzebowałam.

A potrzebowałam pięknej opowieści o prawdziwym życiu, gdzie można się potknąć, zagubić, nie sprostać czyimś, a co gorsza swoim wymaganiom. I pójść dalej, bo ktoś wyciągnie dłoń, poda herbatę i powie, że marzenia nie są głupie, a własne ścieżki, choć trudne, są własne. I nikt nimi za nas nie pójdzie. A my kiedyś będziemy żałować, że poszliśmy nie swoją drogą, w inną stronę. Potrzebowałam powieści, która powie mi, że nigdy nie jest za późno na marzenia, cokolwiek ludzie i pesel mówią.

Ta książka to opowiadania zamknięte w powieści. Kilka kobiet, ich losy, małe historie połączone w małym salonie sukien ślubnych Michaliny. Złączone jej ciepłem, cierpliwością, chłodnym osądem sytuacji i brakiem osądzania osób, które do niej los przyprowadził. I jest też historia samej Michaliny, trudna, wyboista, pokazująca, że największa siła drzemie w nas, a największym darem jest czas i wybaczenie.

Nie mogło również zabraknąć w książce Asi Szarańskiej motywu porzuconego, samotnego zwierzaka. Jestem pewna, że Beza skradnie Wasze serca. To ważny temat w twórczości autorki. I choć bardzo bym chciała, żeby problem bezdomnych zwierząt nie istniał i żeby nie trzeba było o nim mówić to cieszę się, że w obecnej sytuacji mówi głosem tych, którzy sami mówić nie mogą.

Czwarta Strona 2026

Storytel 8 godz 24 min

Łączna liczba wyświetleń