Dwa światła - Maria Paszyńska

 


W święto Chanuka rodzi się dziecko. Chłopiec, który w normalnym świecie mógłby się bawić, uczyć, śmiać i rozwijać. Ale tamten czas nie należał do normalnych, a świat oszalał wraz z czasem. Wybucha wojna i ludzie dzielą się na tych miłych Hitlerowi i tych skazanych na śmierć. Chanukowe dziecko jest po tej drugiej stronie.

Są takie historie, które zapadają w serce i już tam zostają. Są takie życiorysy, które warto poznać i pochylić się dzięki nim nad tymi, którym się nie udało. Niczego nie ujmując ocalałym. Dlaczego o tym piszę? Bo Andrzej Czajkowski, o którym napisała Maria Paszyńska, do końca życia mierzył się z syndromem ocalałego. Wyszedł z getta dzięki babce, która przebrała go za dziewczynkę. Matka została. Z kochankiem. O tym też pisze autorka. Ale po kolei.

Postać Andrzeja Czajkowskiego jest prawdziwa. Faktem jest, że był w getcie, ocalał dzięki babce. Faktem jest też to, że matka go porzuciła, wybierając śmierć. Ostre słowa, ale nie mogę na to spojrzeć inaczej. Nie mnie oceniać, nie znam historii te kobiety, jej motywów, miłości do syna i partnera, by ocenić, dlaczego to zrobiła, ale porzuciła dziecko. I cóż, że dla życia, jak to było życie bez niej, co potem kształtowało małego chłopca i nie dawało mu spokoju przez całe życie.

Faktem jest też, że chłopak miał niesamowity talent muzyczny i tu już wkracza wyobraźnia autorki, która zetknęła genialne dziecko z prawdziwym pedagogiem i muzykiem. Namiastka rodziny, troski, tego, jak powinno wyglądać prawdziwe życie. Scena z wanną, tuż po ucieczce z getta złamała mi serce, ale jeszcze bardziej łamały je dopytywania małego, czy profesor będzie już na zawsze.

Maria Paszyńska z niezwykłym wyczuciem opowiada o potwornościach wojny, o tym, co się zdarzyło, choć nie miało prawa. I o tym, że nawet w tym świecie pogrążonym w rozpaczy i nurzającym się w śmierci jest miejsce na radość z muzyki, na tworzenie piękna i zachwyt nim. Chwilami jest to nawet nie do uwierzenia, że gdzieś tam za ścianą łomocą buciory nazistów, a tutaj płynie delikatna melodia. Inny świat, inny czas, choć ta sama przestrzeń.

To wydanie jest wznowieniem powieści Marii Paszyńskiej. Wcześniejsze zostało wydane w 2019 roku i nie miałam odwagi go przeczytać. Dziś wiem, że zgodnie z podejrzeniami, rozwaliła mnie ta książka na atomy, ale wiem również, że nie mogłam jej nie przeczytać. Nie tylko dlatego, by oddać hołd Andrzejowi, który mimo wszystko nigdy wielkiej kariery nie zrobił. Ale także tym, którzy kariery zrobić nie mogli, bo ich życie zostało przerwane przez kaprys człowieka dzielącego ludzi na dobrych i złych. Nie przez ich uczynki, a pochodzenie. To również hołd oddany tym, którzy pomagali, ukrywali, załatwiali papiery, użyczali podłogi, pieca czy szafy. To cisi bohaterowie wojny, który uczynili ten czas lepszym. Światełka w mroku.


Współpraca barterowa

Wydawnictwo Książnica 2026

331 str

Rzeźbiarka jesiennych mgieł - Joanna Szarańska

 


Maria wraca do Granic, by dokończyć przygotowania do wystawy. Jednak nie bardzo ma się zatrzymać, bo u Krystynki mieszka odnaleziona po latach siostra. Kiedy Kacper Kosiński oferuje jej gościnę, nie zastanawia się długo.

Granice i Zwaliska, gdzie odbyć ma się wystawa skąpane są w porannych mgłach, złotym blasku słońca przeświecającego przez złote i czerwone liście. Tajemnicze, czasem nieprzystępne, wiejące chłodem poranka i przynoszące niespodziewane dreszcze na plecach. Zimna? Złego przeczucia? Pachną też ciastem, chryzantemami i dyniami, cieszą oko kolorowymi jesiennymi dekoracjami i dają ukojenie w prostych, zwyczajnych widokach i czynnościach.

Kto był już w Granicach lub czytał jakąkolwiek książkę autorki ten wie, że właśnie tak jest w jej opowieściach. Trochę cukru i trochę dziegciu. Spokój poranka i burza popołudnia, nie tylko w pogodzie. Kotłujące się emocje, które znajdują ujście, gdy ktoś ma w sobie na tyle uważności, by je zauważyć i zatrzymać się na chwilę, by móc je nazwać, złapać, kogoś wysłuchać i mu ulżyć.

Kocham książki autorki za tą uważność właśnie. Za pochylenie się nad cieniem drzewa, zmarszczeniem wody. Nad dostrzeganiem tego, co w ludziach siedzi głęboko, a czasem płytko pod maską pokazywaną innym. To nie jest powieść dla wszystkich. Nie znajdziecie tu szybkiej akcji, przeskakiwania z tematu na temat, galopujących wydarzeń. To książka pełna spokoju, powoli dążące do finału, bez niepotrzebnych rozdmuchiwań. Nie, nie jest wolna od emocji, ale nie są one sztucznie rozbuchane. Tu wszystko ma swój rytm małej miejscowości i serca pojedynczego człowieka. To jego uderzenia wyznaczają rytm. To jego wzruszenia powodują wzruszenia czytelnika.

Co znajdziemy w książce? Tajemnicę. Taką, która jednym życie prostuje, a innym łamie. Bo niby prawda jest jedna, ale odbiór jej zależy już od tego, do kogo trafi. Nigdy tak na to nie patrzyłam, dopiero po lekturze tej książki zaczęłam się nad tym zastanawiać. Jedno zdarzenie może być dowolnie zinterpretowane, a to, w co przez lata wierzyliśmy rzuci na nie jeszcze inne światło.

W tomie dużo dzieje się rzeczy trudnych, smutnych, czasem wywołujących niezgodę czytelnika. Ale jednak nadal Granice otulają spokojem, ciepłem i pewnością, że nawet po burzy tam wyjdzie słońce. Czekam na nie w zimowej odsłonie Granic.


Czwarta Strona 2024

Storytel 8 h 44 min

Czerwone piwo królowej

 


Rodzinne tajemnice, skradzione receptury i ponad stuletni browar to przepis na świetną książkę.  Jeśli do tego dołożymy również światowej sławy fotografa i lokalną introligatorkę i fotografkę, którzy nie pałają do siebie sympatią mamy pewność, że będzie ciekawie.

Ta książka pachnie rzemieślniczym piwem i wspomnieniami. Starymi książkami, kurzem dawno nieużywanych pomieszczeń i chemicznymi odczynnikami. Gdy zamykam oczy przenoszę się w ten świat i czuję każdy z tych zapachów, tak świetnie to zostało odmalowane przez autorkę słowem.

Historia zawarta w tej książce nie da się poznać od razu. Pojawia się powoli, nabierając barw, jak fotografia w ciemni pod wpływem odczynników. Wystarczy jeden zły ruch, by obraz się nie udał, wspomnienia pierzchły, a rozmówca, zdradzający sekrety już nie chciał, by ujrzały one światło dzienne.

Autorka opiera fabułę o zdradę, stracone zaufanie i próbę jego odbudowy po latach.  I pokazuje, że to nie tylko kwestia dawnych lat, zatargów i waśni, które wynikały z nacisku rodzin, dawnych układów i tego typu zależności. Że na co dzień możemy spotkać kogoś, kto dla własnej wygody, korzyści czy po prostu dlatego, że kogoś nie darzy sympatią będzie jątrzył, kombinował i jeszcze wciągał w to inne osoby.

Zachwyciła mnie dbałość o szczegóły. Autorka z równie wielkim zaangażowaniem pokazuje techniki introligatorskie, sztukę fotografii jak również sztukę ważenia piwa. Do wszystkiego podchodzi z pieczołowitością i ogromną precyzją. Tu nie ma miejsca na przypadkowość. Dzięki temu, którekolwiek miejsce w książce się odwiedzi, ma się wrażenie, jakby stało się obok tej osoby i patrzyło na jej ręce.

Urzekło mnie małe miasteczko, gdzie niby każdy wszystko wie, ale jednak ma swoje sekrety, które wychodzą przypadkiem lub nie wychodzą nigdy. Część jest schowana za wielką bramą, inne w pudełku, na kartach pamiętnika a jeszcze inne głęboko w pamięci. I tylko ktoś uważny i chętny, by poznać i nie ocenić może je odkryć. A w tym wszystkim najbardziej trzeba pamiętać o tym, że w takim miasteczku zawsze ktoś patrzy. I bardzo uważać na to, co się robi. Ten motyw jest świetny, po prostu majstersztyk.

Bardzo podobało mi się też podejście do Michała i Walerii. Zderzenie dwóch światów, innych oczekiwań oraz innego sposobu na dojście do celu czyni z walki o browar jeszcze ciekawszy motyw. Tu również jest wpleciony motyw zdrady, nieufności i budowania relacji.

To moja trzecia powieść autorki i wiedziałam, że mogę się spodziewać nie tylko pięknej opowieści, ale czerpania z historii. I choć tu ta wielka historia nie występuje, to mamy historię browaru i ludzi. I ta jest pokazana po prostu przepięknie. Wspomnienia, przywołania tamtego czasu były moimi ulubionymi kawałkami układanki.

A jak ktoś jeszcze mocniej chce poczuć to, co było w książce na końcu znajdzie piwne przepisy - będzie smacznie.


Współpraca barterowa

 Wydawnictwo Mięta 2026

334 str

Łączna liczba wyświetleń