„Trzej przyjaciele z boiska (…) Żyć bez siebie nie mogą” śpiewał
kiedyś Bogucki i właśnie ta piosenka przyszła mi na myśl, jako idealne
podsumowanie książki „Dobranoc” Joanny Korduli. Tylko tu akurat jest ich troje:
Kami, Michał i Basia. Nie łączy ich boisko, ale wielka przyjaźń, a chłopaków jeszcze
miłość do Basi, jednej z ich trójki.
„Często się rozjeżdżali lecz zawsze znów się schodzili”
śpiewa dalej artysta. Tu rozjazd mamy jeden, za to konkretny. Prawie na zawsze,
bo odkrycie, że Basia odwzajemnia uczucia Kamila zmienia wszystko pomiędzy
nimi. Bardzo zmienia, tak, że nie potraficie sobie tego nawet wyobrazić. I
zejście też jest jedno, podyktowane impulsem, znów brzemienne w skutkach.
To są dwa mocne punkty tej książki. Emocjonalna masakra. A
pomiędzy nimi jest to, co trzeba posklejać, złożyć na nowo, na nowo zdefiniować
z codzienności niby takiej samej, a kompletnie różnej. I choć te momenty też
nie dają spokoju, szarpią bohaterami, rozwalają ich postanowienia i marzenia to
po dwóch punktach zwrotnych są dużo spokojniejsze.
Skąd te cytaty? Z nostalgii, powrotów do gum kulek,
przebojów z kasety przewijanej ołówkiem, oranżandy w proszku, jedzonego z tubki
vibovitu i wielu, wielu innych. Ta książka przenosi w tamte czasy, przypomina,
że nie są tylko wytworem wyobraźni i pokazuje, jak wtedy można było beztrosko
żyć. Ale także dlatego, że autorka każdy rozdział poprzedza cytatem, fragmentem
wiersza. I kupiła mnie tym kompletnie, bo jest i Szymborska i Baczyński, a tych
kocham najbardziej.
Poznajemy trójkę naszych bohaterów, ale również postaci
poboczne. Niektóre zarysowane bardziej, inne mniej, niektóre o ogromnym
znaczeniu, choć tajemnicze, inne będące tylko tłem. Wszystkie jednak coś wnoszą
do tej opowieści.
To nie jest łatwa książka. Owszem, przenosi do czasów mojego
dzieciństwa, ale potem brutalnie wrzuca w dorosłość. Taką nieoczekiwaną,
bolesną, nie do udźwignięcia. Autorka nie boi się tematu śmierci, kalectwa, żałoby
po życiu, które może już nigdy nie wrócić. Mówi w sposób prosty i subtelny o
osobach z różnymi niepełnosprawnościami, umieszcza je w świecie, oddaje im
głos.
Warto wspomnieć, że to debiut autorki, bardzo udany. Potrafi
złapać czytelnika i go nie puścić do ostatniej strony. Właśnie, ostatnia strona
(nie zaglądajcie!). Ja nie wiem, jak tak można wywalić wszystko do góry nogami!?
Siedziałam chwilę z otwartą buzią i nie wiedziałam co myśleć. Nadal nie wiem.
Choć w sumie nie, wiem. Myślę tylko, kiedy będę mogła przeczytać ciąg dalszy
obiecany przez Joannę Kordulę.
Współpraca barterowa
Wydawnictwo Mięta 2026
398 str


