Naszyjnik z diamentową tęczą - Joanna Zakrzewska
Wróciłam tutaj, jak do domu. Sokółka przywitała mnie ciepłem, zapachem kawy i pysznego ciasta. I domową atmosferą. Czasem duszną, czasem pełną niedopowiedzeń i żalów z przeszłości, ale taką, gdzie to wszystko nie ma znaczenia. Bo szczera rozmowa, przyznanie się do winy, pokazanie tamtych motywów sprawia, że wszystko może nie jest tak, jak było dawniej, ale na pewno jest dobrze.
Kocham te dwa tomy za tę właśnie atmosferę. W każdym słowie, w każdym zdaniu czuć, że autorka lubi swoich bohaterów. Pewnie, doświadcza ich, stawia przed nimi wyzwania, ale dzięki temu czytelnik jeszcze chętniej wraca i chce z nimi wypić kawę, pomówić o tym, komu jeszcze pomóc i posłuchać Kostki, jak opowiada o biżuterii.
W ten tom, jak tornado z huraganem, wpada Barbra. Dobry duch tej opowieści i całej rodziny Lubawskich. Kobieta żywioł, kolorowy ptak pragnący wolności i wyzwolenia, a wszystko to w małej Sokółce. Nie byłam pewna czy małe miasteczko jest gotowe na jej obecność, ale nic się nie zwaliło, a wręcz przeciwnie. Jest postacią, która obok Józka wprowadza jeszcze więcej folkloru, niekoniecznie lokalnego. Polubiłam ją od pierwszego pojawienia się.
W tym tomie jeszcze bardziej zagęszcza się historyczno-tajemniczy wątek historii. Nad rodziną Lubawskich zbierają się czarne chmury. Karty muszą zostać wyłożone na stół, a tajemnice przestać leżeć w przeszłości. Bardzo ciekawie to wszystko jest przedstawione i splata się z tu i teraz.
Jednak najbardziej, najmocniej na świecie kocham zakończenie tej historii. Jest absolutnie idealne, nie mogłam sobie wyobrazić lepszego.
Z ogromną radością wrócę do Sokółki. Zaciągnę się zapachem jeziora, aromatycznej kawy, pogapię się na witrynę sklepu Lubawskich, przysiądę w Miodowym Oknie. Może przysiądzie się do mnie Janina z Barbrą, która akurat będzie mieć czas? A może właśnie będzie się tam odbywać spotkanie Spółki Jaskółki?
Rodzina Lubawskich tom 2
Wydawnictwo Dobre Strony 2026
Audiobook Storytel 10h33 min
Broszka ze szmaragdową chmurką - Joanna Zakrzewska
A środek?
Środek błyszczy jeszcze mocniej, a każde spotkanie z tą książką jest jak promień światła padający na diament – odkrywa kolejne fale cudowności. Pleciona z niezwykłą precyzją, ciepła i tajemnicza fabuła od razu uzależnia czytelnika od miejsca i bohaterów. Naprawdę, polubiłam ich od pierwszego zdania i tak polubiwszy trwałam z nimi do ostatniej kropki.
Kostka kocha być złotniczką i widać to w całej jej postaci. Z jakim namaszczeniem odkrywa przeszłość starych obrączek, jak pochyla się nad pierścionkiem, który dopiero ma rozpocząć czyjąś historię. Kruszec jest jej miłością, ale nie ze względu na pieniądze, a na artyzm i duszę. Tak, ona widzi w błyskotkach coś więcej.
Józek – ten to dopiero namieszał w książce, życiu bohaterek i swoim. Pachnący kawą, górskim powietrzem i wolnością jest dziki, nieokiełznany i łaszący się, jak kociak. Uwielbiam go, a jak autorka wplata gwarę – jestem po prostu zakochana. Ten góralski wątek bardzo mi się podobał.
Ale nie tylko oni, choć wysuwają się na pierwszy plan, tworzą niesamowitą atmosferę w Jaskółce. Wspaniałe przyjaciółki Kostki, niosące pomoc i nie umiejące przejść obojętnie wobec nieszczęścia. Młody pracownik zakładu jubilerskiego, uczący się na błędach i szalenie artystyczna dusza. Jest jeszcze oczywiście ojciec Kostki, Rafał, i jego siostra Janina dodający całości tajemniczości. Ten wątek też jest szalenie interesujący, choć przyznaję, długo nie mogłam zgadnąć, o co chodzi. I łyżka dziegciu, czyli Zosia, którą najchętniej wytargałabym za kudły, ale czemu, musicie sami przeczytać.
Autorka z wyjątkową precyzją, jak przy delikatnym wyrobie jubilerskim i z ogromną miłością pokazuje nam Jaskółkę. Jaskółkę, w której można się zakochać i do której chce się wracać, jak do domu. Takiego cudownego, ciepłego, który zawsze przytuli do serca. I poczęstuje czymś pysznym w Miodowym Oknie. Bo przecież kawiarnia Alicji istnieje, prawda?
Rodzina Lubawskich tom 1
Wydawnictwo Dobre Strony 2026
Audiobook Storytel 9h48 min
Nomen omen - Marta Kisiel
Jeśli ma się na imię Salomea, a na nazwisko Przygoda, trudno oczekiwać od losu, że będzie łaskawie taką osobę omijał. A jak jeszcze zamieszka w domu dość specyficznych staruszek z jeszcze dziwniejszą papugą nie ma co liczyć na spokój.
Muszę przyznać, że początkowo nie brałam pod uwagę czytania tego cyklu. Wydawał mi się taki nie dla mnie, jakiś taki nie bardzo. Bo ja w kryminały to nie tak do końca. Oczywiście, że nie przeczytałam opisu. Ale potem wpadło mi w ucho opowiadanie. I tak od słowa do słowa uznałam, że mnie zaćmiło i w pędzie przesłuchałam wszystkie części.
„Nomen Omen” w zasadzie jest pierwszym tomem cyklu wrocławskiego, jednak wcześniej można sięgnąć po krótkie opowiadania wprowadzające więcej wiadomości, grozy, mroku, śmiechu, czyli wszystkiego tego, co w Ałtorce kocham.
Zachwycił mnie Wrocław, obecny i ten z wojennej przeszłości. Zachwycili mnie bohaterowie, absolutnie wyjątkowi, każdy jeden, choć nie wiem, czy tak ochoczo z kilkoma spotkałabym się na żywo. I jak zawsze zachwycił mnie wątek nadprzyrodzony, bo w to Ałtorka umie wybitnie. Ciary na plecach gwarantowane, a i łez możecie się spodziewać. Zarówno tych wzruszenia, jak i tych ze śmiechu. Komedia kryminalna z głębszym dnem zdecydowanie wpasowała się w mój gust.
Czego było za mało? Stron! Mogłabym czytać i czytać. Pokochałam siostry Bolesne, pokochałam Salkę i Niedasia, zaintrygowała mnie reszta. Wrocław współczesny pochłonął mnie tak samo, jak ten wojenny a tajemnicę sióstr trzeba rozwinąć do końca, jak szpulkę.
Wydawnictwo Mięta 2022
384 str
Subskrybuj:
Posty (Atom)