Tam, gdzie jesteś - Tomasz Betcher

 


On nie ma nic, ona ma wszystko. On pragnie przeżyć kolejny dzień, trwać, ona uciec jak najdalej, zmienić coś, zacząć od nowa. W dniu, kiedy się spotykają, nie mają pojęcia, że przyszłość właśnie się zaczęła.

Co się stanie, gdy spotkają się dwie samotności? Piękny romans? Nostalgiczna historia? Ale to „kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością,” jak śpiewał kiedyś Bohdan Łazuka, a do tego Tomasz Betcher, który umie wyciągnąć ze swoich bohaterów coś więcej, niż sztampową opowieść.

I tym razem nie zawodzi. Ja nie wiem, jak to jest, ale każda kolejna książka autora podoba mi się jeszcze bardziej. I jak już mi się wydaje, że poruszył wszystko, co mógł w mojej duszy, przychodzi z kolejnym tematem i znów łkam w środku, a głowa pełna jest pytań i zastanawiania się „co bym zrobiła?”

Na tym właśnie polega moc dobrej książki. Zostaje na dłużej, drąży myśli, nie pozwala o sobie zapomnieć, a przede wszystkim nie pozwala zapomnieć bohaterów. Tym razem wziął na tapet kobietę, która ma wszystko – pieniądze, pozycję, domek nad morzem, do którego ucieka. A mimo to jest sterana życiem - mąż tyran, idący w jego ślady syn, to nie może się dobrze skończyć. Jest wykończona psychicznie i przez to fizycznie. I staje oko w oko ze steranym życiem mężczyzną – bezdomnym, który nie jest stereotypowy, ale jednak nadal niewidzialny dla większości ludzi. Niepotrzebny, niechciany, problematyczny.

I właśnie te ich dwie samotności się spotykają i tworzą piękną znajomość, która burzy wszelkie stereotypy. Za to pokazuje cele, marzenia, przeszłość, która doprowadziła do tego, co jest tu i teraz. Zwykła codzienna troska, kubek kawy rano, koc w zimny wieczór otwiera most dla zwierzeń, otwarcia na drugiego człowieka. Tu dzieje się magia, która mnie kompletnie zauroczyła. Magia poznania drugiego człowieka, zaufania, oddania swego kruchego środka pod osąd, który nie jest osądem. Tylko obecnością. I zrozumieniem.

Anna i Adam nie są jedynymi postaciami w tej historii, choć na pewno najważniejszymi. Tłem dla nich są postacie drugoplanowe – mąż Anny, jej syn oraz rodzina Adama. Równie ważni, równie mocni w odbiorze.

Ta książka jest o samotności, której nie można dłużej nieść. O codzienności, która jest warta więcej, niż cokolwiek. I o znalezieniu domu. Takiego, w którym można wypuścić powietrze z płuc, opuścić gardę i po prostu być.


Mięta 2026 - współpraca barterowa

287 str

Wzgarda Paulina Hendel

 


 W byłej kolonii karnej, która już dawno zamieniła się w normalnie funkcjonującą wyspę, porządku pilnuje Kilian Sztorm wraz ze swoim zastępcą Gustawem Gundenbergiem, zwanym Kostkiem. Jeden jest człowiekiem, drugi ogrem, oboje cieszą się ogromnym szacunkiem. A pracy nie mają za dużo. Dlatego najczęściej spędzają czas w wartowni, z gotującym im przysmaki ziemowym i pełnym entuzjazmu i dobrych chęci synem magnatów.

Porządek rzeczy zaburza jednak zabójstwo jednego z członków Czarnej Kompanii, a tropy nieubłaganie prowadzą do zbrodni sprzed lat, jedynej, której Kilianowi nie udało się rozwikłać. A to jedynie wierzchołek góry lodowej. Czy magia się odradza? Co ukrywa stary dom będący miejscem dawnej zbrodni? Co do tego ma zbiór baśni sióstr Morose? To sporo pytań jak na małą pokojową wartę.

Połączenie fantasy z kryminałem to coś, o czym nie słyszałam. A jak już usłyszałam i zaczęłam czytać, to okazało się, że absolutnie tego potrzebuję do życia. I nie wiem, jak do tej pory mogłam obejść się bez Kiliana, Margo, Kostka i całej reszty. To jest absolutny strzał w dziesiątkę. Kocham każdą postać, kocham to, jak są przedstawieni i kocham to, jak autorka rozprawia się z pewnymi mitami na temat poszczególnych ras. Dość powiedzieć, że nie wszyscy są typowi i przez to czyta się jeszcze lepiej.

Muszę jednak przyznać, że do lektury przekonała mnie dopiero okładka drugiego tomu, ale postanowiłam czytać po kolei. I jest to bardzo ważne, bo części się zazębiają, nie ma możliwości, żeby zrozumieć drugi tom bez przeczytania tego. Nie będziecie żałować.

Paulina Hendel tak bardzo trafia w moje poczucie humoru, że jest to nie do opisania. Bawiłam się przy lekturze świetnie, choć nie jest to delikatna, subtelna opowieść. Jest mrocznie, brutalnie, czasami opisy mogą poruszyć nie tylko wrażliwy żołądek ogra (tak, ogr z wrażliwym żołądkiem – pisałam, że nie będzie typowo.) Bywa też przerażająco. Na pewno książka zostawi was również z masą pytań o istotę człowieczeństwa, a może po prostu zwykłej przyzwoitości.

Główni bohaterowie są naprawdę świetnie wykreowani. Margo jest oczywiście moją ulubienicą numer jeden, ale Kostka i Kiliana darzę równie wielką sympatią. Każdy ma za sobą jakąś historię, nie są wrzuceni znikąd, choć dużo rzeczy ukrywają. Uwielbiam też rodzinę Kostka.

Dużą dozą sympatii obdarzam również tajemniczą dziewczynę i jej opiekunkę, ale nie chcę za dużo zdradzić. Przekonajcie się sami. Ale pamiętajcie, wkraczając do świata Kiliana, zostaniecie w Liberii na zawsze, bo wszyscy mieszkańcy zapadną wam w serce, a tajemnice nie pozwolą na zapomnienie.


Wydawnictwo Mięta 2025

Storytel 12h 57 min

Król potępionych - Zuzanna Staniec




Po Dziewczynie z bandażem nadszedł czas, by sięgnąć po Króla Potępionych. Już wiedziałam, czego się spodziewać, nie było więc zaskoczenia z pierwszej części. Weszłam przez to w tę historię z zupełnie innymi oczekiwaniami.

Najbardziej podoba mi się to, że postacie są jakieś. Popełniają błędy, kierują się emocjami i czasami podejmują decyzje, które mnie irytowały. Nora dojrzewa, zmienia się, zmienia się też jej pogląd na to, co się dzieje wokoło. Nie ma też prostego podziału na dobrych i złych. Bohaterowie w tym tomie często muszą wybierać między dwoma złymi rozwiązaniami. Paradoksalnie właśnie dzięki temu wydawali się bardziej prawdziwi i łatwiej było uwierzyć w ich historię, która, jak na gatunek przystało, jest dość nierzeczywista.
Autorka nie zasypuje czytelnika długimi opisami. Skupia się na tym, co najważniejsze, więc kolejne rozdziały czyta się naprawdę szybko. Trochę kuleją dialogi, są dość sztywne, zresztą, całości przydałaby się porządna redakcja. Jednak ogólnie, bez wchodzenia bardzo mocno w szczegóły czyta się nieźle. Głównie przez to, że autorka nadal utrzymuje ten niepokój w każdym zdaniu.
Jest jeszcze jedna rzecz, dość subiektywna. Jak dla mnie niektóre wydarzenia mogłyby zostać bardziej rozwinięte, bo kończyły za szybko i pozostawiały niedosyt.
Król Potępionych to niezła propozycja dla czytelników, które lubią fantasy z mroczniejszym klimatem i bohaterami, którzy potrafią wywołać różne emocje i nie są idealni. To jedna z tych książek, po których od razu ma się ochotę sprawdzić, co będzie dalej.

Selfpublishing 2026

Łączna liczba wyświetleń