Tysiąc bieszczadzkich gwiazd - Katarzyna Fiołek





 Łucja uciekła z Bieszczadów. Od babki, wspomnień, życia, które nie do końca było takie, jak chciała. A Janek został. Zakochany w swoim życiu, górach. W niej. Czy po latach, gdy ona przyjeżdża rozliczyć się w przeszłością i od niej odgrodzić wszystko wróci? Czy można ot tak cofnąć czas?

Ta książka boli. Boli wspomnieniami dziecka niekochanego, niechcianego, przeszkadzającego. Dziecka, które nie miało wpływu na swój los. A jednocześnie ta książka otula wspomnieniem domu wybranego, który przygarnął i przytulił do serca. Tyko te dwa domy stoją koło siebie. I z tym Łucja ma największy problem. Bo ona chce uciec, wymazać, oddzielić grubą krechą.

„Tysiąc bieszczadzkich gwiazd” to opowieść o wielkim bólu i chęci ucieczki przed przeszłością. Ale od niej nie da się uciec, przeszłość zawsze nas dopadnie. Trzeba ją przerobić, omówić, a do tego trzeba odwagi i trochę zrozumienia.

I właśnie tego mi w bohaterach zabrakło. Nie, nie oznacza to, że ta książka jest źle napisana, bohaterowie są naprawdę dobrze wykreowani, ale są po prostu wstrętni. I choć darzę ich sympatią, Łucji ogromnie współczuję, to były momenty, że chciałam nimi dość mocno potrząsnąć.

Łucja jest samolubna, nie myśli o nikim, tylko o sobie i swoim bólu, swoich złych wspomnieniach. Mając fakty podane na tacy, znając się na rzeczy, dalej brnie w coś, co może zniszczyć kogoś, kto dał jej ukojenie. I choć rozumiem jej żal, nie rozumiem przeliczania przeszłości na pieniądze, które jej dadzą dużo, ale kogoś mogą zrujnować.

Nie znoszę też Janka i jego wygodnej niepamięci. Takie to proste, tak wszystko ułatwia. Jest dorosły, a zachowuje się, jak dziecko, które koniecznie chce cukierka. Wyszedł z niego okropny smarkacz, też patrzący tylko na czubek własnego nosa i na własne widzimisię. Raniący i mający potem pretensje o decyzje Łucji, tak samo samolubne i nieprzemyślane.

Warto zwrócić uwagę również na przepiękne wydanie powieści. Na każdej stronie u dołu są góry, u góry zaś śnieżynki. Taki niby detal, a robi niesamowity klimat przy czytaniu. Koniecznie zajrzyjcie na Instagrama, żeby to zobaczyć.

Czy bohaterowie się ogarną i naprostują ścieżki? Czy Bieszczady będą ich spokojem, czy też przyniosą nagłą burzę? Czy z młodzieńczej relacji cokolwiek zostało i czy da się na tym coś budować, czy to już tylko wspomnienia? O tym musicie się przekonać sami. I zapewniam, nie będziecie żałować. Dostaniecie wielowymiarową książkę z bohaterami wywołującymi skrajne emocje, z którymi można się spierać o ich wyboru. Kilka ciepłych scen, ogrzewających serce i ducha gór, który nad tym wszystkim się unosi i sprawia, że wszystko wydaje się małe z perspektywy szczytu i gwiazd.


Współpraca barterowa

Wydawnictwo Muza 2026

350 str


Dobranoc - Joanna Kordula

 


„Trzej przyjaciele z boiska (…) Żyć bez siebie nie mogą” śpiewał kiedyś Bogucki i właśnie ta piosenka przyszła mi na myśl, jako idealne podsumowanie książki „Dobranoc” Joanny Korduli. Tylko tu akurat jest ich troje: Kami, Michał i Basia. Nie łączy ich boisko, ale wielka przyjaźń, a chłopaków jeszcze miłość do Basi, jednej z ich trójki.

„Często się rozjeżdżali lecz zawsze znów się schodzili” śpiewa dalej artysta. Tu rozjazd mamy jeden, za to konkretny. Prawie na zawsze, bo odkrycie, że Basia odwzajemnia uczucia Kamila zmienia wszystko pomiędzy nimi. Bardzo zmienia, tak, że nie potraficie sobie tego nawet wyobrazić. I zejście też jest jedno, podyktowane impulsem, znów brzemienne w skutkach.

To są dwa mocne punkty tej książki. Emocjonalna masakra. A pomiędzy nimi jest to, co trzeba posklejać, złożyć na nowo, na nowo zdefiniować z codzienności niby takiej samej, a kompletnie różnej. I choć te momenty też nie dają spokoju, szarpią bohaterami, rozwalają ich postanowienia i marzenia to po dwóch punktach zwrotnych są dużo spokojniejsze.

Skąd te cytaty? Z nostalgii, powrotów do gum kulek, przebojów z kasety przewijanej ołówkiem, oranżandy w proszku, jedzonego z tubki vibovitu i wielu, wielu innych. Ta książka przenosi w tamte czasy, przypomina, że nie są tylko wytworem wyobraźni i pokazuje, jak wtedy można było beztrosko żyć. Ale także dlatego, że autorka każdy rozdział poprzedza cytatem, fragmentem wiersza. I kupiła mnie tym kompletnie, bo jest i Szymborska i Baczyński, a tych kocham najbardziej.

Poznajemy trójkę naszych bohaterów, ale również postaci poboczne. Niektóre zarysowane bardziej, inne mniej, niektóre o ogromnym znaczeniu, choć tajemnicze, inne będące tylko tłem. Wszystkie jednak coś wnoszą do tej opowieści.

To nie jest łatwa książka. Owszem, przenosi do czasów mojego dzieciństwa, ale potem brutalnie wrzuca w dorosłość. Taką nieoczekiwaną, bolesną, nie do udźwignięcia. Autorka nie boi się tematu śmierci, kalectwa, żałoby po życiu, które może już nigdy nie wrócić. Mówi w sposób prosty i subtelny o osobach z różnymi niepełnosprawnościami, umieszcza je w świecie, oddaje im głos.

Warto wspomnieć, że to debiut autorki, bardzo udany. Potrafi złapać czytelnika i go nie puścić do ostatniej strony. Właśnie, ostatnia strona (nie zaglądajcie!). Ja nie wiem, jak tak można wywalić wszystko do góry nogami!? Siedziałam chwilę z otwartą buzią i nie wiedziałam co myśleć. Nadal nie wiem. Choć w sumie nie, wiem. Myślę tylko, kiedy będę mogła przeczytać ciąg dalszy obiecany przez Joannę Kordulę.


Współpraca barterowa

Wydawnictwo Mięta 2026 

398 str

Mechaniczne serca - Magdalena Kowalczyk

 


Tally idzie do nowej szkoły, ale z jeszcze większym bagażem lęków i ograniczeń, niż poprzednio. Reuben wie, że bez wygrania konkursu nie odzyska warsztatu ojca. Świetna rysowniczka, genialny konstruktor. Czy znajdą wspólny język i swoje miejsce?

Wiedziałam, że to debiut i przez to spodziewałam się pewnych niedociągnięć. I faktycznie były, bo nauczyciele mogli być mocniej zarysowani, ale tacy, jak byli również spełnili swoje funkcje. Natomiast te małe rzeczy zupełnie nikną pod płaszczem całej historii, która mnie porwała, uniosła nad ziemię i pozwoliła spojrzeć szerzej.

W świecie Ulii wszystko musi działać, jak dobrze naoliwiony i dopasowany mechanizm. Każdy ma swoje zadanie do wykonania, a jak się nie sprawdza to trafia do Strefy Wyrzutków. Nie ma miejsca na słabość, niepełnosprawność, nieproduktywność czy marzenia. No dobra, marzenia mogą być, jak tylko mieszczą się w sferze użyteczności dla społeczeństwa. Ale jak w takim świecie może odnaleźć się dziewczyna, która ma protezę, zamiast nogi a do tego rysuje? Cóż z tego, że pięknie… I chłopak, który odważył się marzyć o czymś innym, niż los mu przyniósł?

Pokochałam tę historię za to, że jest młodzieżówką, ale zupełnie inną niż ta, do której przywykliśmy. Nie mamy tu bohaterki, której życie ściele róże pod nogi i bad boya. Mamy dwójkę poranionych ludzi, trochę zagubionych, ale mających siłę, by iść dalej, próbować i walczyć. Mają swoje cele, pragnienia, lęki i obawy. Tally pokochałam od razu, ale to Reuben jest moim numerem jeden – opiekuńczy, trochę tajemniczy, mający własną ścieżkę, nie robiący dram. Wspaniały człowiek i przyjaciel. Takich bohaterów potrzebujemy, na takich powinniśmy się wzorować.

To nie są głupiutkie nastolatki żyjące od dramy do dramy. To wspaniali młodzi ludzie, potrafiący bronić swoich racji, potrafiący działać i żyć w szalenie brutalnym świecie, który jest tak wykreowany i opisany, że mogę go przywołać przed oczami. Zresztą, wszystko mogę przywołać przed oczy, każdą postać, opisaną ze szczegółami, z konkretnym zadaniem i charakterem. Każdy wynalazek Reubena czy rysunek Tally. Nie boję się powiedzieć, że to najlepszy debiut, jaki ostatnio czytałam.

Po lekturze tej książki nic już nie będzie takie samo. Autorka przepięknie pisze o emocjach. Delikatnie, z wyczuciem, ale tak, że trafia prosto w serce i na długo nie pozwala ich wyrzucić z pamięci. A pisze o rzeczach niełatwych. Jest tu próba s.amob.ójcza, odrzucenie, nieumiejętność znalezienie swojego miejsca w świecie. Porusza też temat straty, żałoby, utraconych nadziei i zdrady bliskich. Brzmi, jakby było tego za dużo? Uwierzcie, że nie, autorka naprawdę pięknie to wplata i opisuje bardzo naturalnie.

Ale żeby nie było za smutno, to książka o nadziei, marzeniach, przekraczaniu własnych granic i pięknej relacji, która potrafi wszystko. Polecam z całego serca, ja będę wracać i będę się niezmiennie zachwycać.


Współpraca barterowa

Nowa Baśń 2026 

400 str

Łączna liczba wyświetleń