Cynamonowy smak jesiennych dni - Gabriela Gargaś

 


Kiedy za oknem coraz szybciej robi się ciemno, jesień rozgaszcza się na dobre, a dni stają się ponure, potrzebujemy otulenia, złotych promieni i ciepła. Taka właśnie jest ta książka.

Kocham cynamonki. Nic więc dziwnego, że z ogromną chęcią zabrałam się za czytanie książki, w której ten słodki wypiek połączył dwie kobiety. Wiedziałam, że to będzie fantastyczna i niebanalna przygoda. Wszak kobiety dzieli sześćdziesiąt lat, to musi oznaczać inne doświadczenia, spojrzenie na świat i ludzi.

Nie zawiodłam się, a nawet dostałam więcej. Bo to nie tylko opowieść o pięknej przyjaźni. To część historii, tej wielkiej, która wydarzyła się naprawdę. I ten fragment autentycznie mnie zadziwił i zmusił do poszukiwania większej ilości informacji. Dziękuję za to autorce, to była cenna podróż historyczna. To również opowieść o tym, jak żyje się na emigracji, wspomnienia z tego czasu, nadal barwne, choć tak dalekie w czasie.

Bardzo podobały mi się wycieczki w przeszłość w wykonaniu Judyty. Były pełne emocji, wcale nie wyblakłe, ciągle żywe we wspomnieniach. Przynoszące tamte chwile do małego mieszkania czy kawiarni. Tak naturalnie wplecione w teraźniejszość. Czasem ją tłumaczące, czasem pokazujące, że miłość, mimo czasu i kilometrów zawsze jest taka sama. Urzekła mnie ta mądrość, spokojna, wyważona, absolutnie nie nachalna, ale wynikająca z troski.

Polubiłam też to, co dzieje się w teraźniejszości, bo tu też autorka zadbała o to, by się działo. Zdecydowanie nie ma nudy. Ale nie spodziewajcie się wielkich fajerwerków i zwrotów akcji. To spokojna opowieść o życiu zwyczajnych ludzi, takich, których można spotkać na ulicy. No, może Judyta w tym wszystkim jest bardziej niezwykła.

„Cynamonowy smak jesiennych dni” pachnie kawą, cynamonem i dynią. Tak między mną, a jednym z bohaterów: też nie lubię, podziwiam za hart ducha. Otula ciepłem koca, zachwyca złotymi liśćmi i popołudniowym słońcem. Pozwala się zatrzymać, zachwycić tym, co piękne, wzruszyć nad przeszłością i odetchnąć pełna piersią.

To książka idealna na jesień i na każdą inną porę roku. Dla każdego, bo i męskich bohaterów tu nie brakuje. Jak to w pięknej opowieści o miłości. I nie tylko.


Współpraca z Wydawnictwo Filia 2026 

432 str

oraz duzeka.pl - recenzja również na IG portalu

Już Ci niosę suknię z welonem - Joanna Szarańska



Kiedy do Michaliny dociera przesyłka otwiera przed nią nowe drzwi. I uchyla stare, do wspomnień. Otwiera salon sukien ślubnych vintage, który przyniesie zmianę nie tylko w jej życiu.

Tak, wiem, że już jest zapowiedź zimowej książki Joanny Szarańskiej, ale ta nie ma daty ważności. Można ją czytać o każdej porze roku i w każdym fragmencie życia. Bowiem książka ta łączy pokolenia, historie i kobiety. Z ich różnicami, lękami, bagażem doświadczeń i wizjami przyszłości. Każdej oddaje pola, daje przestrzeń do podzielenia się historią, czas na namysł, nie tylko nad krojem czy kolorem sukni, ale też nad własnym życiem.

Wpadłam w tą książkę z własnymi oczekiwaniami. Oczywiście, że nie przeczytałam opisu, mnie wystarczy nazwisko i wiem, że będzie zachwyt. Ale moje myśli podążyły do serii Asi „Kalina w malinach” i spodziewałam się czegoś w podobnym stylu. Potem, jak w miarę czytania dotarł do mnie mój błąd wymyśliłam sobie Michalinę. I znów się pomyliłam. Czy jestem tym rozczarowana? Absolutnie nie, bo choć czego innego chciałam to dostałam to, czego potrzebowałam.

A potrzebowałam pięknej opowieści o prawdziwym życiu, gdzie można się potknąć, zagubić, nie sprostać czyimś, a co gorsza swoim wymaganiom. I pójść dalej, bo ktoś wyciągnie dłoń, poda herbatę i powie, że marzenia nie są głupie, a własne ścieżki, choć trudne, są własne. I nikt nimi za nas nie pójdzie. A my kiedyś będziemy żałować, że poszliśmy nie swoją drogą, w inną stronę. Potrzebowałam powieści, która powie mi, że nigdy nie jest za późno na marzenia, cokolwiek ludzie i pesel mówią.

Ta książka to opowiadania zamknięte w powieści. Kilka kobiet, ich losy, małe historie połączone w małym salonie sukien ślubnych Michaliny. Złączone jej ciepłem, cierpliwością, chłodnym osądem sytuacji i brakiem osądzania osób, które do niej los przyprowadził. I jest też historia samej Michaliny, trudna, wyboista, pokazująca, że największa siła drzemie w nas, a największym darem jest czas i wybaczenie.

Nie mogło również zabraknąć w książce Asi Szarańskiej motywu porzuconego, samotnego zwierzaka. Jestem pewna, że Beza skradnie Wasze serca. To ważny temat w twórczości autorki. I choć bardzo bym chciała, żeby problem bezdomnych zwierząt nie istniał i żeby nie trzeba było o nim mówić to cieszę się, że w obecnej sytuacji mówi głosem tych, którzy sami mówić nie mogą.

Czwarta Strona 2026

Storytel 8 godz 24 min

Błogosławieństwo Niebios - Mo Xiang Tong Xiu

 


Biel bez Twarzy nie odpuszcza. Przygotujcie się na kolejny tom pełen wyzwań i emocji.

To szósty tom, zbliżamy się do finału. Dlatego bardzo wiele wątków się zaczyna splatać, poznajemy też odpowiedzi na wiele wcześniej zadanych pytań. O niektórych nawet zdążyłam zapomnieć. Więc jeśli tylko możecie, zróbcie szybki re-read, żeby nie pogubić się w tym wszystkim. Ale i bez tego dacie radę.

Czego możecie się spodziewać? Oczywiście Xie Liana i Hua Chenga w pełnej krasie. Uwielbiam patrzeć, jak ich relacja się rozwija, dojrzewa, staje się stabilna i po prostu piękna. Czasem nadal mnie denerwują, jak w poprzednich tomach, ale już mniej. Widzę łączący ich ogrom troski i oddania. Dla tej relacji naprawdę warto przeczytać tę książkę, właśnie takich przykładów dziś potrzebujemy.

Jak wiecie, bo od tego wszystko się zaczęło i wiadomo to już w pierwszym tomie Xie Lian jest dobry i przez to co rusz wpada w kłopoty, również z Niebianami. W tym tomie nadal czynienie dobra, opłacalność tego i to, jak powinien zachowywać się Niebianin wysuwa się na pierwszy plan. Cieszy mnie to ogromnie, że nie zostało to gdzieś zapomniane, bo dla mnie to oś całej tej historii. Przy czym tutaj jest to coraz bardziej wyraźne i wiąże się z tym wiele nowych doświadczeń. Koniecznie musicie to przeczytać.

Ten tom jest również dużo bardziej naszpikowany emocjami. Wcześniej potrafiłam czytać ciągiem, tym razem musiałam robić przerwy, by pewne rzeczy przemyśleć, wrócić do innych lub po prostu je przeżyć w sobie. Trochę się boję, jak mocny będzie tom finałowy, skoro ten tak działa na serce.

Przy każdym tomie wydaje mi się, że jest najpiękniejszy, a potem zostaje wydany następny i znów wpadam, w jeszcze większy zachwyt. Ale ten jest naprawdę moim faworytem. I choć jest to najpiękniej wydana seria, jaką posiadam, to ten tom jest pierwsze w każdej topce.

Nie mogę się doczekać kolejnego tomu, a jednocześnie bardzo nie chcę, by to było już, by się skończyło. Błogosławieństwo Niebios należy do tych książek, które chce się przeczytać jeszcze raz. I na pewno nie raz do nich wrócę.



Współpraca barterowa

Czarna Owca SeeYa Books 2026 

360 str

Łączna liczba wyświetleń