Poczekam z Tobą - Jakub Bączykowski

 


Maciek to młody mężczyzna, zmęczony pracą w szpitalu pielęgniarz. Nużą go nocne dyżury, mijanie się z ukochaną, a tacy pacjenci, jak Laura, nie pomagają. Laura ma ponad osiemdziesiąt lat i zachowuje się trochę, jak udzielna księżna. No ale jak się ma na nazwisko Potocka…

To moje pierwsze spotkanie z autorem. Nigdy wcześniej nie sięgnęłam po jego książkę, nawet mi nigdzie nie mignęła. Na tą namówił mnie znów Instagram i jestem za to ogromnie wdzięczna.

O czym jest „Poczekam z Tobą”? O uważności i dostrzeganiu drugiego człowieka. I o drobnych gestach, które czasem zmieniają nie tylko dzień, ale całe życie. Zarówno tego, kto je wykonuje i tego, do kogo są adresowane. I te dwie rzeczy są ze sobą ściśle powiązane. Nie da się wykonać drobnego gestu rozświetlającego życie nie będąc uważnym, nie da się też zauważyć tych kierowanych do nas. A bez tych małych cudów tracimy uważność, żyjemy z dnia na dzień, jak nakręceni.

Maćka Laura wybija ze strefy komfortu, zmusza do przemyśleń. Robi to w sposób niemiły, żeby nie powiedzieć dosadniej, a jednak w mężczyźnie, choć zostaje żal, nie ma chęci zemsty. Gdy spotyka ją poza szpitalem, po początkowej chęci odwetu bierze nad nim górę dobre serce. I z tego spotkania rodzi się przyjaźń międzypokoleniowa, wyjątkowa, pełna uważności, sprawiania sobie drobnych przyjemności i snucia opowieści. To preludium do zmiany życia każdego w tej książce.

„Poczekam z Tobą” Jakuba Bączykowskiego to przepiękna powieść obyczajowa mówiąca również o stracie i o tym, jakie miejsce mają w społeczeństwie ludzie starsi. Cudowny, ciepły głos tych, którzy kiedyś byli kimś i nadal mają jakieś życie, choć często już coraz bardziej samotne. Teoria trójkąta chwyciła mnie za serce. Dużo miejsca zajmuje również opowieść Laury o tym, co było w przeszłości. Iluż takich historii czeka na wysłuchanie, iluż starszych ludzi chce się tym z kimś podzielić. Choćby po raz piąty.

Kocham Laurę całym sercem. I Maćka też. Z ogromną radością zagłębiałam się w ich pomysły na pokazanie tej drugiej stronie czegoś nowego w życiu. Tak, Laura też ma coś do zaoferowania. W trakcie dołącza do nich Aneta, ukochana Maćka i wtedy dopiero zaczyna się prawdziwa przygoda. Oczywiście że Wam nie zdradzę, gdzie byli i co robili, nie będę robiła roboty za Was, do czego to podobne. Musicie sami przeczytać.

W tej książce ważne jest nawet posłowie. Słuchałam go ze łzami w oczach. Widać tam dokładnie, że to nie jest książka, jakich wiele, że ta wyrosła z uważności właśnie i z ogromnego serducha, które patrzy i widzi człowieka. Czuję ogromną wdzięczność za tę powieść. I muszę koniecznie poznać inne książki autora. Bo jak tu nie znać tak życiowych opowieści. Do czego to podobne.


Czwarta Strona 2026

Storytel 6 godz 39 min

Tysiąc bieszczadzkich gwiazd - Katarzyna Fiołek



 Łucja uciekła z Bieszczadów. Od babki, wspomnień, życia, które nie do końca było takie, jak chciała. A Janek został. Zakochany w swoim życiu, górach. W niej. Czy po latach, gdy ona przyjeżdża rozliczyć się w przeszłością i od niej odgrodzić wszystko wróci? Czy można ot tak cofnąć czas?

Ta książka boli. Boli wspomnieniami dziecka niekochanego, niechcianego, przeszkadzającego. Dziecka, które nie miało wpływu na swój los. A jednocześnie ta książka otula wspomnieniem domu wybranego, który przygarnął i przytulił do serca. Tyko te dwa domy stoją koło siebie. I z tym Łucja ma największy problem. Bo ona chce uciec, wymazać, oddzielić grubą krechą.

„Tysiąc bieszczadzkich gwiazd” to opowieść o wielkim bólu i chęci ucieczki przed przeszłością. Ale od niej nie da się uciec, przeszłość zawsze nas dopadnie. Trzeba ją przerobić, omówić, a do tego trzeba odwagi i trochę zrozumienia.

I właśnie tego mi w bohaterach zabrakło. Nie, nie oznacza to, że ta książka jest źle napisana, bohaterowie są naprawdę dobrze wykreowani, ale są po prostu wstrętni. I choć darzę ich sympatią, Łucji ogromnie współczuję, to były momenty, że chciałam nimi dość mocno potrząsnąć.

Łucja jest samolubna, nie myśli o nikim, tylko o sobie i swoim bólu, swoich złych wspomnieniach. Mając fakty podane na tacy, znając się na rzeczy, dalej brnie w coś, co może zniszczyć kogoś, kto dał jej ukojenie. I choć rozumiem jej żal, nie rozumiem przeliczania przeszłości na pieniądze, które jej dadzą dużo, ale kogoś mogą zrujnować.

Nie znoszę też Janka i jego wygodnej niepamięci. Takie to proste, tak wszystko ułatwia. Jest dorosły, a zachowuje się, jak dziecko, które koniecznie chce cukierka. Wyszedł z niego okropny smarkacz, też patrzący tylko na czubek własnego nosa i na własne widzimisię. Raniący i mający potem pretensje o decyzje Łucji, tak samo samolubne i nieprzemyślane.

Warto zwrócić uwagę również na przepiękne wydanie powieści. Na każdej stronie u dołu są góry, u góry zaś śnieżynki. Taki niby detal, a robi niesamowity klimat przy czytaniu. Koniecznie zajrzyjcie na Instagrama, żeby to zobaczyć.

Czy bohaterowie się ogarną i naprostują ścieżki? Czy Bieszczady będą ich spokojem, czy też przyniosą nagłą burzę? Czy z młodzieńczej relacji cokolwiek zostało i czy da się na tym coś budować, czy to już tylko wspomnienia? O tym musicie się przekonać sami. I zapewniam, nie będziecie żałować. Dostaniecie wielowymiarową książkę z bohaterami wywołującymi skrajne emocje, z którymi można się spierać o ich wyboru. Kilka ciepłych scen, ogrzewających serce i ducha gór, który nad tym wszystkim się unosi i sprawia, że wszystko wydaje się małe z perspektywy szczytu i gwiazd.


Współpraca barterowa

Wydawnictwo Muza 2026

350 str


Dobranoc - Joanna Kordula

 


„Trzej przyjaciele z boiska (…) Żyć bez siebie nie mogą” śpiewał kiedyś Bogucki i właśnie ta piosenka przyszła mi na myśl, jako idealne podsumowanie książki „Dobranoc” Joanny Korduli. Tylko tu akurat jest ich troje: Kami, Michał i Basia. Nie łączy ich boisko, ale wielka przyjaźń, a chłopaków jeszcze miłość do Basi, jednej z ich trójki.

„Często się rozjeżdżali lecz zawsze znów się schodzili” śpiewa dalej artysta. Tu rozjazd mamy jeden, za to konkretny. Prawie na zawsze, bo odkrycie, że Basia odwzajemnia uczucia Kamila zmienia wszystko pomiędzy nimi. Bardzo zmienia, tak, że nie potraficie sobie tego nawet wyobrazić. I zejście też jest jedno, podyktowane impulsem, znów brzemienne w skutkach.

To są dwa mocne punkty tej książki. Emocjonalna masakra. A pomiędzy nimi jest to, co trzeba posklejać, złożyć na nowo, na nowo zdefiniować z codzienności niby takiej samej, a kompletnie różnej. I choć te momenty też nie dają spokoju, szarpią bohaterami, rozwalają ich postanowienia i marzenia to po dwóch punktach zwrotnych są dużo spokojniejsze.

Skąd te cytaty? Z nostalgii, powrotów do gum kulek, przebojów z kasety przewijanej ołówkiem, oranżandy w proszku, jedzonego z tubki vibovitu i wielu, wielu innych. Ta książka przenosi w tamte czasy, przypomina, że nie są tylko wytworem wyobraźni i pokazuje, jak wtedy można było beztrosko żyć. Ale także dlatego, że autorka każdy rozdział poprzedza cytatem, fragmentem wiersza. I kupiła mnie tym kompletnie, bo jest i Szymborska i Baczyński, a tych kocham najbardziej.

Poznajemy trójkę naszych bohaterów, ale również postaci poboczne. Niektóre zarysowane bardziej, inne mniej, niektóre o ogromnym znaczeniu, choć tajemnicze, inne będące tylko tłem. Wszystkie jednak coś wnoszą do tej opowieści.

To nie jest łatwa książka. Owszem, przenosi do czasów mojego dzieciństwa, ale potem brutalnie wrzuca w dorosłość. Taką nieoczekiwaną, bolesną, nie do udźwignięcia. Autorka nie boi się tematu śmierci, kalectwa, żałoby po życiu, które może już nigdy nie wrócić. Mówi w sposób prosty i subtelny o osobach z różnymi niepełnosprawnościami, umieszcza je w świecie, oddaje im głos.

Warto wspomnieć, że to debiut autorki, bardzo udany. Potrafi złapać czytelnika i go nie puścić do ostatniej strony. Właśnie, ostatnia strona (nie zaglądajcie!). Ja nie wiem, jak tak można wywalić wszystko do góry nogami!? Siedziałam chwilę z otwartą buzią i nie wiedziałam co myśleć. Nadal nie wiem. Choć w sumie nie, wiem. Myślę tylko, kiedy będę mogła przeczytać ciąg dalszy obiecany przez Joannę Kordulę.


Współpraca barterowa

Wydawnictwo Mięta 2026 

398 str

Łączna liczba wyświetleń