Fałszywy pieśniarz - Martyna Raduchowska

 


Tego tomu nie czytałam wcześniej, miałam na półce i z jakiegoś powodu nie czytałam. Na szczęście teraz mogłam nadrobić, choć czy możemy mówić o szczęściu, jeśli mówimy o Idzie?

Również ten tom ma prequel dopisany przez autorkę (posiadaczy poprzednich części zachęcam do zapoznania się w formie ebooka). Ponura żniwiarka i przędzarz gwiazd jest moim ulubionym dodatkiem. Tyle tu Idy i Kruchego, że na pewno was zachwyci. I jeszcze bardziej ich pokochacie.

Czego możemy spodziewać się po tym tomie, zważywszy, że po autorce można spodziewać się wszystkiego? No właśnie wszystkiego i jeszcze więcej. Firma musi bowiem po części współpracować z policją, gdyż nowe mordy są na granicy obu światów. Nadal mamy tutaj sprawę Kusiciela, która niby stoi w miejscu, ale powoli pewne wątki są zbierane do kupy. Głównie dzięki Idzie, której udaje się zidentyfikować anonimowe ciało w grobie. Jak możecie się więc domyślać, jest coraz bardziej mrocznie i coraz mniej bezpiecznie.

Jednak to, co dzieje się w pierwszych rozdziałach to jest zamach na dobre samopoczucie czytelnika! Przecież tego nie da się w żaden sposób przewidzieć, już nie mówiąc o jakimkolwiek przygotowaniu na takie emocje i taką wiedzę! Już jako tako oswojona z umiłowaniem autorki do wpędzania Idy w najgorsze kabały czytałam sobie spokojnie, aż nagle mocno wciągnęłam powietrze i jakoś nie mogłam go wypuścić. Czytanie na bezdechu jest ciężkie, serio.

A to nie koniec z nagłymi zwrotami akcji, przy których człowiek się zastanawia, czy może znieść jeszcze więcej. Może, zdecydowanie może i co gorsza, sam chce więcej. Tylko, ja się pytam, jak coś takiego może spadać na Idę? No ja wiem, Pech, kanalia i te sprawy, ale żeby aż tak?

Nie wiem, jaka magia czy urok tkwią w tej książce. Czy to za sprawą świetnie wykreowanych bohaterów, czy dogłębnie przemyślanej historii, w której wszystko ma znaczenie i jest po coś, nawet hiacynty na oknie, czy może cudownego stylu, ale od tej serii naprawdę ciężko się oderwać. Człowiek brnie głębiej, już coraz mniejszej liczbie rzeczy się dziwiąc i tylko zastanawiając się, jak daleko sięga pech. I poświęcenie.

Kocham w tej książce wszystko i jednocześnie wszystkiego nie lubię. Nie lubię, jak traktuje się moich ukochanych bohaterów, nie lubię tego, że chcę ich dalej widzieć w tarapatach, bo wtedy są tacy paskudnie cudowni. Nie lubię braku snów i ognia. A jednocześnie czekam na dalej, więcej, mocniej. Bo to wszystko tak pięknie zaplata w coraz mocniejsze więzy to, co dzieje się między Idą, a Kruchym.

Kocham to, że jest następny tom. I jednocześnie bardzo się go boję.

 Uroboros 2019 400 str

Storytel z Wydawnictwem Mięta 2025 16 h 59 min

Demon Luster - Martyna Raduchowska

 


Jak już ustaliliśmy przy poprzednim tomie, Ida nie ma lekko. No ale ciężko mieć lekko, jak ma się Pecha. Wtedy nawet zgubienie maga z duszą nie wydaje się niemożliwe. I złożenie przysięgi mówiącej o własnym niebycie, jak się tej duszy w zaświaty nie zaprowadzi też jakoś nie szokuje. Przecież to Ida.

I właśnie przez to dziewczyna musi zrobić wszystko, by wyrwać duszę Mikołaja ze szponów Demona Luster. A czytelnik z dziką radością i pieśnią na ustach lezie z nią w każdą przygodę, w jaką się wpląta. Po prostu nie da się inaczej, Idę kocha się od pierwszego zdania, a jak się już jest w drugim tomie to już to miłość aż po grób. Niestety w tym tomie zapowiada się to na bardzo krótką miłość.

Na szczęście autorka i do tego tomu popełniła opowiadanie wstępne, takie zacne objętościowo, wyjaśniające bardzo dużo. Tym razem nie cofamy się do przeszłości Idy, jak w Maszkaradzie, ale poznajemy historię Joanny, ptaszycy co chwilę płonącej na jabłonce szamanki. Gdy zapłacze rajski ptak to historia pokręcona, sięgająca wierzeń i mitów i jak zawsze pokazująca kolejne, bo już na pewno nie drugie i nie trzecie, dno całej historii Idy. Naprawdę polecam przeczytać przed drugą częścią. Ebook dostępny w sprzedaży, jeśli ktoś ma wydanie starsze.

Wróćmy do głównego cyklu. Zachwyca mnie cała historia. Wyjść z podziwu nie mogę, że można wymyślić taki świat i takie perypetie. Oraz takie postacie. Bo postacie są ogromną siłą całej powieści. I naprawdę nie wiem, kogo kocham bardziej. Idę oczywiście, bo jej nie da się nie kochać. Ale Chrupki, znaczy Kruchy, też zajmuje ogrom miejsca w moim sercu. Posępny, ironiczny, paskudnie niemiły, wyżerający wszystko z lodówki i tak szalenie opiekuńczy stanowi jeden z filarów tej historii. Bez niego i bez jego tajemnic nie byłoby tak ciekawie. Intryguje mnie, zachwyca, budzi najcieplejsze uczucia.

Tekla. Klasa sama w sobie. Chodząco-płynąca doskonałość w zakresie zgryźliwości, uszczypliwości i wsparcia dla bliskich. Kocham jej manierę w mówieniu, ubieraniu się i ogólnie byciu i tylko czekam, aż znów wypłynie w życiu szamanki.

Kwiatek. Świeżo poznana kobieta-taran. Różowy. Wie wszystko, widzi wszystko, może chyba też wszystko, ale co do tego muszę się jeszcze upewnić. Nieodzowna pomoc w sprawie zdawać by się mogło beznadziejnej.

Pech. Peh. Kanalia. Padalec przebrzydły. Choć słodki. Tak, kochałam, tak, uwielbiałam wstawki o nim, ale tylko krowa nie zmienia poglądów, prawda? To wszystko, co dzieje się w tym tomie zmieniło moje podejście do kolegi.

Nie można też zapomnieć o Gryzaku, słodkim łapaczu snów, który ratuje Idę, gdy ta próbuje spać.

Cała ta gromadka, i kilka osób postronnych, sprawia, że przez książkę się płynie. Od strony do strony, od zdarzenia do zdarzenia. Coraz głębiej wchodząc w mrok, śmierć i pustkę, coraz mocniej chcąc się z niej wydostać, za wszelką cenę. Próbując wraz z Idą i Kruchym poznać tajemnice Demona Luster, Kusiciela i uratować Mikołaja. Kto jest kim, do czego to doprowadzi i czy w ogóle można te zagadki rozwiązać – dowiecie się czytając.


Uroboros 2018  str 415

Stroytel z Wydawnictwem Mięta 2025 16 h 10 min (z opowiadaniem)

Malarka wiosennych łąk

 


Maria maluje, a przynajmniej kiedyś malowała. Po zdradzie najbliższej osoby nie ma do tego serca. W rozmowie z dawno niewidzianą przyjaciółką upatruje więc zmiany. Nie sądzi, że zmiana przyjdzie wraz z miejscem, które odwiedzi.

Do Granic przyjeżdża spotkać się, by odnowić znajomość. A znajduje miejsce, jak z baśni, a na pewno z powieści. I tak, mnie też urzekło Siedlisko i jego porównanie do Ani z Zielonego Wzgórza. Nie od dziś wiadomo, że kocham pióro Joanny Szarańskiej właśnie za to, że tak pięknie tworzy miejsca, o których pisze, że zawsze mnie oczaruje. Tutaj też widziałam staw, jakbym nad nim siedziała, czułam zapach dusznej stodoły z unoszącymi się pyłkami kurzu w powietrzu i czułam na skórze słońce prześwitujące przez deski. Z radością zanurzyłam się w ciemnej, trochę ponurej, ale na pewno przytulnej sypialni w Siedlisku. I zaciągnęłam zapachem świeżo upieczonego chleba.

Autorka pisze o malarce, ale sama nią jest, tylko ona maluje słowem. Te wszystkie miejsca ożywają, stają się bliskie sercu i takie, jakbyśmy tam byli i tylko na chwilę odeszli. Tak samo czarodziejsko buduje atmosferę. Nieprzychylność i serdeczność mieszkańców odmalowana, jak żywa, choć ta nieprzychylność ma drugie dno i wiąże się bardziej z nieznajomością. Też tak typowe zachowanie dla mieszkańców małych miasteczek i wsi.

Jednak nie z samych pejzaży i atmosfery zbudowana jest ta książka. To, jak zawsze bardzo trafna i wnikliwa, opowieść o ludziach. Autorka ma niebywały dar dostrzegania małych cudów codzienności oraz ukrytych za uśmiechem, skrzywieniem warg, skuleniem ramion historii ludzi. I właśnie te historie opowiada. Z należytą uwagą skupieniem i delikatnością. W tej książce mamy nie tylko historię Marii, co tu kryć, dość burzliwą, ale przede wszystkim historię Krystynki – kociej opiekunki.

To taka miejscowa dziwaczka, owiana mgłą tajemnicy, stroniąca od ludzi. Otoczona przez miejscowych subtelną opieką, przez którą chronią ją przed obcymi. Jednak Marii udaje się dotrzeć do kobiety. Czy aby jednak na pewno ścieżka wiodła od malarki ku kobiecie?

Jest też tajemnica Kacpra Kosińskiego i jego córki, dla ogółu rozkapryszonej pannicy. O nich niewiele w tym tomie, ale wiem, że w twórczości autorki wszystko jest po coś i o nich też się co nieco dowiemy.

Jestem oczarowana. I kocham Granice, jakby tam był mój dom. Będę tam też wracać z westchnieniem ulgi po ciężkim dniu. Jak do domu właśnie. A Wam polecam poznać te ścieżki, zaciągnąć się zapachem lasu i wody i dać się oczarować.

Czwarta strona

Storytel 11 h 11 min

Łączna liczba wyświetleń