Sto aniołów - Małgorzata Lis

 


Wypad w góry z przyjaciółkami z okazji czterdziestych urodzin brzmi świetnie. Tylko przyjaciółki się wykruszyły. Ula postanawia mimo to nie rezygnować z wyprawy. Samotna wyprawa kończy się niespodziewaną wizytą u miejscowego dziwaka. Co przyniesie ta znajomość?

Już samym wydaniem byłam zachwycona. Otwierając tę książkę miałam wrażenie, że trafiłam do górskiej chaty, sadu z dziecięcych wspomnień i galerii sztuki, bynajmniej nie nowoczesnej, w jednym. Ta książka zachwyca okładką, barwionymi brzegami i aniołami rozrzuconymi po kilku stronach wraz z kodem QR, dzięki któremu możemy obejrzeć cały obraz. Fenomenalne, niespotykane, robiące takie wrażenie, że dech zapiera. Rozmach, klasa, sam pomysł jest po prostu niesamowity.

Anioły odgrywają w tej książce bardzo ważną rolę. Borys, bo tak ma na imię górski dziwak, choć niektórzy nazywają go jeszcze dosadniej, maluje je prawie hurtowo. Kryje się za tym smutna i poruszająca historia, której nie chcę Wam zdradzić, sami musicie odkryć jego tajemnicę. Dość powiedzieć, że po tragedii zmieniającej jego życie mężczyzna nie mówi. To kolejny bardzo ważny motyw. Nie wiem, czy wcześniej w literaturze napotkałam na bohatera cierpiącego na mutyzm. A to tak ważne, by pokazywać różne oblicza inności, oswajać ją, pokazywać, że mimo pewnych niedoskonałości każdy zasługuje na uwagę, szasnę i przede wszystkim szacunek.

Czym autorka kupiła mnie najbardziej? Na początku górami. Samotną wędrówką i spotkanymi ludźmi. Sama wybrałam się samotnie na górski szlak, wiem, jak to czyści głowę, doceniam piękno i majestat gór, czuję przed nimi respekt. Ja co prawda wybieram trochę inne rejony Beskidów, ale góry są wszędzie takie same i takie same uczucia budzą. I uczy się człowiek na szlaku, by nie oceniać, być pokornym i więcej czuć, niż widzieć. Tego właśnie nauczyła się Ula. I właśnie dlatego historia Borysa tak mocno do niej trafiła. Bo nie oceniła, dostrzegła człowieka, zechciała go poznać.

Sto aniołów to historia początkowo trudna, z momentami łamiącymi serca. Ale w całej swej okazałości jednak otulająca, cudownie ciepła i zachwycająca. Będę do niej wracać z kilku powodów. Po pierwsze, by poczuć magię gór, gdy nie będę mogła pójść na szlak. Po drugie, by znów zobaczyć, że wystarczy szczypta zainteresowania, by drugi człowiek przestał być dziki. A po trzecie, by znów poczuć spokojny rytm tej powieści.


Współpraca barterowa 

Wydawnictwo Dobre Strony 2026

360 str

Cuda z piernika - Joanna Szarańska

 




Wracamy do Bajki. Bajki znów ustrojonej na święta, cieszącej gości, mającej drzwi otwarte dla wszystkich (no dobrze, prawie wszystkich) i tej, w której dzieją się cuda.

Cuda z piernika to kontynuacja i koniecznie musicie poznać pierwszą część, żeby ta sprawiła Wam tyle radości, ile powinna. Pierwsza część nosi tytuł Cuda na śniegu i wprowadza nas w życie bohaterów, więc dla Was ta recenzja będzie spoilerem. Zacznijcie od pierwszego, a potem wróćcie, choć wiem, że przepadniecie i pod razu sięgniecie po Cuda z piernika.

Za co najbardziej kocham książki Joanny Szarańskiej? Za emocje. Idealnie dostrzega to, co w ludziach siedzi i z ogromną delikatnością i wrażliwością przelewa to na papier. Uważność i troskę o ludzi widać w każdej jej postaci. Nie inaczej jest też tutaj. Znów odkrywa przed czytelnikami zalety i wady swoich bohaterów, czasem je wyolbrzymiając, czasem tylko nakreślając.

Drugą ukochaną przeze mnie rzeczą jest to, że nie porzuca swoich bohaterów i możemy w kolejnych książkach wrócić pamięcią do tych, których już znamy i lubimy. Na kartach tej świątecznej historii wspomina panią Michalską z ulicy Weissa oraz profesora Pawłowskiego urzędującego ze swoim magicznym sklepikiem w Świerczynkach. Ależ mi się zrobiło miło. I nikogo pewnie nie zdziwi, jak powiem, że muszę koniecznie wrócić do tamtych historii.

Ale co znajdziemy w tej książce, oprócz magii codzienności, choć oprószonej śniegiem i przewiązanej piękną kokardą? Otóż znajdziemy tu opowieść o tym, że czasem trzeba dać odejść starej tradycji, by mogło przyjść coś nowego, równie pięknego, trzeba się tylko na to otworzyć. I mam na myśli zarówno konkurs wypieków, który ma załatać dziurę po Nochalku w cukierni Klary, jak i świąteczną pomoc niesioną mieszkańcom miasteczka, zorganizowaną przez klasę Ani. W obu przypadkach dla mnie najważniejsze jest to, że nie tylko w święta, ale na co dzień wszystko jest łatwiejsze, jak działamy razem, jak otwieramy się na drugiego człowieka, darujemy mu swój czas i uwagę.

To też historia Aleksandra, który powoli dostrzega fakt, że brak osoby, nawet najukochańszej, nie kończy wspólnego dzieła, a tęsknota nie może przekreślić lat pracy i marzeń.

Oczywiście nie braknie też zabawnych perypetii znanych i lubianych, bądź trochę mniej, bohaterów. Relacje się zmieniają, rozwijają, natrafiają na trudności i wyzwania, w których Pan Kot jest jednym z większych. Właśnie, jak już przy tej parze (trójkącie?) jesteśmy. Uwaga, miniaturowy spoiler. Szarańska napisała scenę erotyczną. W komedii świątecznej. Zdecydowanie nie byłam na to gotowa.

Polecam Wam na świąteczną, i nie tylko, lekturę. Sięnijcie po nią zawsze, gdy zechcecie, by świat zwolnił i uśmiechnął się do Was z dobrocią. Bo właśnie tego w książkach Joanny Szarańskiej nie brakuje.


Współpraca barterowa

Wydawnictwo Muza 2026 

352 str


Poczekam z Tobą - Jakub Bączykowski

 


Maciek to młody mężczyzna, zmęczony pracą w szpitalu pielęgniarz. Nużą go nocne dyżury, mijanie się z ukochaną, a tacy pacjenci, jak Laura, nie pomagają. Laura ma ponad osiemdziesiąt lat i zachowuje się trochę, jak udzielna księżna. No ale jak się ma na nazwisko Potocka…

To moje pierwsze spotkanie z autorem. Nigdy wcześniej nie sięgnęłam po jego książkę, nawet mi nigdzie nie mignęła. Na tą namówił mnie znów Instagram i jestem za to ogromnie wdzięczna.

O czym jest „Poczekam z Tobą”? O uważności i dostrzeganiu drugiego człowieka. I o drobnych gestach, które czasem zmieniają nie tylko dzień, ale całe życie. Zarówno tego, kto je wykonuje i tego, do kogo są adresowane. I te dwie rzeczy są ze sobą ściśle powiązane. Nie da się wykonać drobnego gestu rozświetlającego życie nie będąc uważnym, nie da się też zauważyć tych kierowanych do nas. A bez tych małych cudów tracimy uważność, żyjemy z dnia na dzień, jak nakręceni.

Maćka Laura wybija ze strefy komfortu, zmusza do przemyśleń. Robi to w sposób niemiły, żeby nie powiedzieć dosadniej, a jednak w mężczyźnie, choć zostaje żal, nie ma chęci zemsty. Gdy spotyka ją poza szpitalem, po początkowej chęci odwetu bierze nad nim górę dobre serce. I z tego spotkania rodzi się przyjaźń międzypokoleniowa, wyjątkowa, pełna uważności, sprawiania sobie drobnych przyjemności i snucia opowieści. To preludium do zmiany życia każdego w tej książce.

„Poczekam z Tobą” Jakuba Bączykowskiego to przepiękna powieść obyczajowa mówiąca również o stracie i o tym, jakie miejsce mają w społeczeństwie ludzie starsi. Cudowny, ciepły głos tych, którzy kiedyś byli kimś i nadal mają jakieś życie, choć często już coraz bardziej samotne. Teoria trójkąta chwyciła mnie za serce. Dużo miejsca zajmuje również opowieść Laury o tym, co było w przeszłości. Iluż takich historii czeka na wysłuchanie, iluż starszych ludzi chce się tym z kimś podzielić. Choćby po raz piąty.

Kocham Laurę całym sercem. I Maćka też. Z ogromną radością zagłębiałam się w ich pomysły na pokazanie tej drugiej stronie czegoś nowego w życiu. Tak, Laura też ma coś do zaoferowania. W trakcie dołącza do nich Aneta, ukochana Maćka i wtedy dopiero zaczyna się prawdziwa przygoda. Oczywiście że Wam nie zdradzę, gdzie byli i co robili, nie będę robiła roboty za Was, do czego to podobne. Musicie sami przeczytać.

W tej książce ważne jest nawet posłowie. Słuchałam go ze łzami w oczach. Widać tam dokładnie, że to nie jest książka, jakich wiele, że ta wyrosła z uważności właśnie i z ogromnego serducha, które patrzy i widzi człowieka. Czuję ogromną wdzięczność za tę powieść. I muszę koniecznie poznać inne książki autora. Bo jak tu nie znać tak życiowych opowieści. Do czego to podobne.


Czwarta Strona 2026

Storytel 6 godz 39 min

Łączna liczba wyświetleń