Mechaniczne serca - Magdalena Kowalczyk

 


Tally idzie do nowej szkoły, ale z jeszcze większym bagażem lęków i ograniczeń, niż poprzednio. Reuben wie, że bez wygrania konkursu nie odzyska warsztatu ojca. Świetna rysowniczka, genialny konstruktor. Czy znajdą wspólny język i swoje miejsce?

Wiedziałam, że to debiut i przez to spodziewałam się pewnych niedociągnięć. I faktycznie były, bo nauczyciele mogli być mocniej zarysowani, ale tacy, jak byli również spełnili swoje funkcje. Natomiast te małe rzeczy zupełnie nikną pod płaszczem całej historii, która mnie porwała, uniosła nad ziemię i pozwoliła spojrzeć szerzej.

W świecie Ulii wszystko musi działać, jak dobrze naoliwiony i dopasowany mechanizm. Każdy ma swoje zadanie do wykonania, a jak się nie sprawdza to trafia do Strefy Wyrzutków. Nie ma miejsca na słabość, niepełnosprawność, nieproduktywność czy marzenia. No dobra, marzenia mogą być, jak tylko mieszczą się w sferze użyteczności dla społeczeństwa. Ale jak w takim świecie może odnaleźć się dziewczyna, która ma protezę, zamiast nogi a do tego rysuje? Cóż z tego, że pięknie… I chłopak, który odważył się marzyć o czymś innym, niż los mu przyniósł?

Pokochałam tę historię za to, że jest młodzieżówką, ale zupełnie inną niż ta, do której przywykliśmy. Nie mamy tu bohaterki, której życie ściele róże pod nogi i bad boya. Mamy dwójkę poranionych ludzi, trochę zagubionych, ale mających siłę, by iść dalej, próbować i walczyć. Mają swoje cele, pragnienia, lęki i obawy. Tally pokochałam od razu, ale to Reuben jest moim numerem jeden – opiekuńczy, trochę tajemniczy, mający własną ścieżkę, nie robiący dram. Wspaniały człowiek i przyjaciel. Takich bohaterów potrzebujemy, na takich powinniśmy się wzorować.

To nie są głupiutkie nastolatki żyjące od dramy do dramy. To wspaniali młodzi ludzie, potrafiący bronić swoich racji, potrafiący działać i żyć w szalenie brutalnym świecie, który jest tak wykreowany i opisany, że mogę go przywołać przed oczami. Zresztą, wszystko mogę przywołać przed oczy, każdą postać, opisaną ze szczegółami, z konkretnym zadaniem i charakterem. Każdy wynalazek Reubena czy rysunek Tally. Nie boję się powiedzieć, że to najlepszy debiut, jaki ostatnio czytałam.

Po lekturze tej książki nic już nie będzie takie samo. Autorka przepięknie pisze o emocjach. Delikatnie, z wyczuciem, ale tak, że trafia prosto w serce i na długo nie pozwala ich wyrzucić z pamięci. A pisze o rzeczach niełatwych. Jest tu próba s.amob.ójcza, odrzucenie, nieumiejętność znalezienie swojego miejsca w świecie. Porusza też temat straty, żałoby, utraconych nadziei i zdrady bliskich. Brzmi, jakby było tego za dużo? Uwierzcie, że nie, autorka naprawdę pięknie to wplata i opisuje bardzo naturalnie.

Ale żeby nie było za smutno, to książka o nadziei, marzeniach, przekraczaniu własnych granic i pięknej relacji, która potrafi wszystko. Polecam z całego serca, ja będę wracać i będę się niezmiennie zachwycać.


Współpraca barterowa

Nowa Baśń 2026 

400 str

Wszystko co straciliśmy - Natalia Kulpińska

 


Autumn ma wszystko, poza wolnością. Jaxon również nie jest wolny. Tylko ona żyje w złotej klatce, a on w więzieniu. Czy jej ucieczka z dotychczasowego życia coś zmieni? Czy on po wyjściu umie się odnaleźć?

Zaciekawiła mnie ta książka. Zderzenie dojrzałego faceta z przeszłością z młodą dziewczyną bez jakiegokolwiek doświadczenia życiowego uznałam za coś, co może być bardzo interesujące, jeśli zostanie dobrze przeprowadzone. I początek bardzo mi się podobał.

Na początku poznajemy oboje, och motywacje, lęki, to, z czym muszę się zmierzyć. I to naprawdę jest bardzo dobry fragment książki. Wszystko dzieje się z jakiegoś powodu, kolejne kroki bohaterów wynikają z poprzednich doświadczeń. Jest to spójne i przyjemnie się czyta. Fragmenty o stracie i konieczności budowania wszystkiego od nowa są dobrze poprowadzone. Można by się przyczepić do tego, jak Autumn jest przyjęta w miasteczku, że to niemożliwe, że za dużo zbiegów okoliczności, ale dla mnie to akurat urocze i tworzy atmosferę miejsca.

Podoba mi się również motyw drugiej szansy, szczególnie tej danej sobie. Oboje muszę stanąć twarzą w twarz z demonami przeszłości, każde z innymi i zrobić krok do przodu, bez oglądania się za siebie. Bardzo wiarygodnie to wszystko wypadło. Nawet sceny z tym, jak przeszłość ich dopada wyszły nieźle powodując nawet spory niepokój.

Jak się jednak domyślacie, jest to również romans i tu spodziewałam się czegoś więcej. Po pierwsze miałam nadzieję na rozwinięcie związane z wiekiem bohaterów, a zostało to wspomniane może dwa razy. Po drugie relacja jak dla mnie leciała za szybko, ot tak, bez większego powodu, bez rozwinięcia i uzasadnienia. Niby było przyciąganie, ale jakieś takie nijakie, jak dla mnie.

Podsumowując, spodziewałam się czegoś więcej, dostałam mniej. Ale nie jest to zła książka. Pod względem przedstawionych emocji nawet więcej niż dobra, poza tym bardzo przyjemna w odbiorze. Miło spędziłam z nią czas, nie wywołała może zbyt dużo przemyśleń, ale obudziła trochę emocji. Polecam na spokojny wieczór. Dostaniecie trochę obyczajówki, trochę romansu i szczyptę sensacji. Nudzić się nie będziecie.


Współpraca barterowa

WasPos 2026 

246 str

Cynamonowy smak jesiennych dni - Gabriela Gargaś

 


Kiedy za oknem coraz szybciej robi się ciemno, jesień rozgaszcza się na dobre, a dni stają się ponure, potrzebujemy otulenia, złotych promieni i ciepła. Taka właśnie jest ta książka.

Kocham cynamonki. Nic więc dziwnego, że z ogromną chęcią zabrałam się za czytanie książki, w której ten słodki wypiek połączył dwie kobiety. Wiedziałam, że to będzie fantastyczna i niebanalna przygoda. Wszak kobiety dzieli sześćdziesiąt lat, to musi oznaczać inne doświadczenia, spojrzenie na świat i ludzi.

Nie zawiodłam się, a nawet dostałam więcej. Bo to nie tylko opowieść o pięknej przyjaźni. To część historii, tej wielkiej, która wydarzyła się naprawdę. I ten fragment autentycznie mnie zadziwił i zmusił do poszukiwania większej ilości informacji. Dziękuję za to autorce, to była cenna podróż historyczna. To również opowieść o tym, jak żyje się na emigracji, wspomnienia z tego czasu, nadal barwne, choć tak dalekie w czasie.

Bardzo podobały mi się wycieczki w przeszłość w wykonaniu Judyty. Były pełne emocji, wcale nie wyblakłe, ciągle żywe we wspomnieniach. Przynoszące tamte chwile do małego mieszkania czy kawiarni. Tak naturalnie wplecione w teraźniejszość. Czasem ją tłumaczące, czasem pokazujące, że miłość, mimo czasu i kilometrów zawsze jest taka sama. Urzekła mnie ta mądrość, spokojna, wyważona, absolutnie nie nachalna, ale wynikająca z troski.

Polubiłam też to, co dzieje się w teraźniejszości, bo tu też autorka zadbała o to, by się działo. Zdecydowanie nie ma nudy. Ale nie spodziewajcie się wielkich fajerwerków i zwrotów akcji. To spokojna opowieść o życiu zwyczajnych ludzi, takich, których można spotkać na ulicy. No, może Judyta w tym wszystkim jest bardziej niezwykła.

„Cynamonowy smak jesiennych dni” pachnie kawą, cynamonem i dynią. Tak między mną, a jednym z bohaterów: też nie lubię, podziwiam za hart ducha. Otula ciepłem koca, zachwyca złotymi liśćmi i popołudniowym słońcem. Pozwala się zatrzymać, zachwycić tym, co piękne, wzruszyć nad przeszłością i odetchnąć pełna piersią.

To książka idealna na jesień i na każdą inną porę roku. Dla każdego, bo i męskich bohaterów tu nie brakuje. Jak to w pięknej opowieści o miłości. I nie tylko.


Współpraca z Wydawnictwo Filia 2026 

432 str

oraz duzeka.pl - recenzja również na IG portalu

Łączna liczba wyświetleń