Siewcy koszmarów - Martyna Raduchowska

 


Koniec świata zapowiedziany przez Joannę tak jakby się nie odbył. No właśnie, tak jakby, bo coś tu się nie zgadza, niebo z ziemią pękają, a wszystko wokół jest… No właśnie takie jakieś nie takie.

Uwaga, będzie spoiler, więc jak nie czytaliście wcześniej, to następny akapit omińcie.

No i komu przeszkadzał koniec trzeciego tomu, ja się pytam? Co było złego w pokonaniu przeciwności wszystkiego, nie tylko losu, rozprawieniu się ze złem i napisem końcowym: dogryzali sobie po kres swych dni i jeszcze dłużej, który pojawił się w mojej głowie? Komu to przeszkadzało? Autorce. A ona ma władzę nad bohaterami i może sobie zrobić z nimi, co chce. No i zrobiła.

Jeżeli w poprzednim tomie uważałam, że Martyna Raduchowska zdolna jest do wszystkiego, a ona i tak pogalopowała pięćdziesiąt kilometrów poza to wszystko (kto czytał, ten wie, kto nie wie, niech czyta), to tutaj już naprawdę wiedziałam, że „wszystko” jest bardzo pojemne i jest bardzo daleko. I już wiem, gdzie ono jest. I wiecie co? Nic nie wiem.

Tymi trzema słowami można opisać całą książkę: nic nie wiem. Nie wiedziałam, co jest jawą, co snem, co prawdą, a co kłamstwem. Nie umiałam odróżnić rzeczywistości od ułudy, a chwilowe przebłyski też traktowałam z ogromną wątpliwością i podejrzliwością. Nie wiedziałam, gdzie prawo, gdzie lewo, gdzie góra, a gdzie dół, bo świat stanął na głowie i jeszcze wywinął koziołka.

Sen. Fantasmagoria. Śmierć. Opętanie. Strach. Złudzenie. Niebyt. Przerażanie. Zwątpienie. Koszmar. To rzeczywistość czwartej części. I wiele, wiele dalej. Dalej, niż się spodziewacie. Nie będzie spokojnie. Z każdą stroną, z każdym zdaniem coraz głębiej wchodzi się w szaleństwo, które nie ma końca.

A w tym wszystkim Smok – policjant skała, klucz do wszystkiego. Już nie taki zwykły, jak do tej pory, najważniejszy. Próbujący spinać, sklejać, zszywać i trzymać w pionie tych, którzy najchętniej zapadliby w beznadzieję i sen. Choćby wieczny.

To jest książka, którą chce się rzucić i dalej nie czytać. Tylko nie można. Bo siedzi w umyśle, wpija się w głowę, drąży myśli i nie pozwala o sobie zapomnieć. Nie da się przestać, bo duszna atmosfera całej książki przenika czytelnika na wskroś. Pali też ciekawość, by odkryć prawdę, by uratować to, co jest jeszcze do uratowanie. A do tego trzeba czytać.

Nie znoszę tej części. I kocham każdą jej literkę. A końcówka… O wszechświaty, zaświaty i wszystkie uniwersa! Absolutnie nie byłam na to gotowa, choć wydawało mi się, że to, jak przeczołgał mnie ten tom przygotuje mnie na wszystko. Jak widać, znów się myliłam.

A na koniec. Dwa słowa dla Idy. I dwa słowa dla Kruchego. Autorce też. Pomimo wszystko. I całej reszcie. Na wieki. I jeszcze dłużej.


Wydawnictwo Mięta 2026 525 str

Współpraca barterowa

Fałszywy pieśniarz - Martyna Raduchowska

 


Tego tomu nie czytałam wcześniej, miałam na półce i z jakiegoś powodu nie czytałam. Na szczęście teraz mogłam nadrobić, choć czy możemy mówić o szczęściu, jeśli mówimy o Idzie?

Również ten tom ma prequel dopisany przez autorkę (posiadaczy poprzednich części zachęcam do zapoznania się w formie ebooka). Ponura żniwiarka i przędzarz gwiazd jest moim ulubionym dodatkiem. Tyle tu Idy i Kruchego, że na pewno was zachwyci. I jeszcze bardziej ich pokochacie.

Czego możemy spodziewać się po tym tomie, zważywszy, że po autorce można spodziewać się wszystkiego? No właśnie wszystkiego i jeszcze więcej. Firma musi bowiem po części współpracować z policją, gdyż nowe mordy są na granicy obu światów. Nadal mamy tutaj sprawę Kusiciela, która niby stoi w miejscu, ale powoli pewne wątki są zbierane do kupy. Głównie dzięki Idzie, której udaje się zidentyfikować anonimowe ciało w grobie. Jak możecie się więc domyślać, jest coraz bardziej mrocznie i coraz mniej bezpiecznie.

Jednak to, co dzieje się w pierwszych rozdziałach to jest zamach na dobre samopoczucie czytelnika! Przecież tego nie da się w żaden sposób przewidzieć, już nie mówiąc o jakimkolwiek przygotowaniu na takie emocje i taką wiedzę! Już jako tako oswojona z umiłowaniem autorki do wpędzania Idy w najgorsze kabały czytałam sobie spokojnie, aż nagle mocno wciągnęłam powietrze i jakoś nie mogłam go wypuścić. Czytanie na bezdechu jest ciężkie, serio.

A to nie koniec z nagłymi zwrotami akcji, przy których człowiek się zastanawia, czy może znieść jeszcze więcej. Może, zdecydowanie może i co gorsza, sam chce więcej. Tylko, ja się pytam, jak coś takiego może spadać na Idę? No ja wiem, Pech, kanalia i te sprawy, ale żeby aż tak?

Nie wiem, jaka magia czy urok tkwią w tej książce. Czy to za sprawą świetnie wykreowanych bohaterów, czy dogłębnie przemyślanej historii, w której wszystko ma znaczenie i jest po coś, nawet hiacynty na oknie, czy może cudownego stylu, ale od tej serii naprawdę ciężko się oderwać. Człowiek brnie głębiej, już coraz mniejszej liczbie rzeczy się dziwiąc i tylko zastanawiając się, jak daleko sięga pech. I poświęcenie.

Kocham w tej książce wszystko i jednocześnie wszystkiego nie lubię. Nie lubię, jak traktuje się moich ukochanych bohaterów, nie lubię tego, że chcę ich dalej widzieć w tarapatach, bo wtedy są tacy paskudnie cudowni. Nie lubię braku snów i ognia. A jednocześnie czekam na dalej, więcej, mocniej. Bo to wszystko tak pięknie zaplata w coraz mocniejsze więzy to, co dzieje się między Idą, a Kruchym.

Kocham to, że jest następny tom. I jednocześnie bardzo się go boję.

 Uroboros 2019 400 str

Storytel z Wydawnictwem Mięta 2025 16 h 59 min

Demon Luster - Martyna Raduchowska

 


Jak już ustaliliśmy przy poprzednim tomie, Ida nie ma lekko. No ale ciężko mieć lekko, jak ma się Pecha. Wtedy nawet zgubienie maga z duszą nie wydaje się niemożliwe. I złożenie przysięgi mówiącej o własnym niebycie, jak się tej duszy w zaświaty nie zaprowadzi też jakoś nie szokuje. Przecież to Ida.

I właśnie przez to dziewczyna musi zrobić wszystko, by wyrwać duszę Mikołaja ze szponów Demona Luster. A czytelnik z dziką radością i pieśnią na ustach lezie z nią w każdą przygodę, w jaką się wpląta. Po prostu nie da się inaczej, Idę kocha się od pierwszego zdania, a jak się już jest w drugim tomie to już to miłość aż po grób. Niestety w tym tomie zapowiada się to na bardzo krótką miłość.

Na szczęście autorka i do tego tomu popełniła opowiadanie wstępne, takie zacne objętościowo, wyjaśniające bardzo dużo. Tym razem nie cofamy się do przeszłości Idy, jak w Maszkaradzie, ale poznajemy historię Joanny, ptaszycy co chwilę płonącej na jabłonce szamanki. Gdy zapłacze rajski ptak to historia pokręcona, sięgająca wierzeń i mitów i jak zawsze pokazująca kolejne, bo już na pewno nie drugie i nie trzecie, dno całej historii Idy. Naprawdę polecam przeczytać przed drugą częścią. Ebook dostępny w sprzedaży, jeśli ktoś ma wydanie starsze.

Wróćmy do głównego cyklu. Zachwyca mnie cała historia. Wyjść z podziwu nie mogę, że można wymyślić taki świat i takie perypetie. Oraz takie postacie. Bo postacie są ogromną siłą całej powieści. I naprawdę nie wiem, kogo kocham bardziej. Idę oczywiście, bo jej nie da się nie kochać. Ale Chrupki, znaczy Kruchy, też zajmuje ogrom miejsca w moim sercu. Posępny, ironiczny, paskudnie niemiły, wyżerający wszystko z lodówki i tak szalenie opiekuńczy stanowi jeden z filarów tej historii. Bez niego i bez jego tajemnic nie byłoby tak ciekawie. Intryguje mnie, zachwyca, budzi najcieplejsze uczucia.

Tekla. Klasa sama w sobie. Chodząco-płynąca doskonałość w zakresie zgryźliwości, uszczypliwości i wsparcia dla bliskich. Kocham jej manierę w mówieniu, ubieraniu się i ogólnie byciu i tylko czekam, aż znów wypłynie w życiu szamanki.

Kwiatek. Świeżo poznana kobieta-taran. Różowy. Wie wszystko, widzi wszystko, może chyba też wszystko, ale co do tego muszę się jeszcze upewnić. Nieodzowna pomoc w sprawie zdawać by się mogło beznadziejnej.

Pech. Peh. Kanalia. Padalec przebrzydły. Choć słodki. Tak, kochałam, tak, uwielbiałam wstawki o nim, ale tylko krowa nie zmienia poglądów, prawda? To wszystko, co dzieje się w tym tomie zmieniło moje podejście do kolegi.

Nie można też zapomnieć o Gryzaku, słodkim łapaczu snów, który ratuje Idę, gdy ta próbuje spać.

Cała ta gromadka, i kilka osób postronnych, sprawia, że przez książkę się płynie. Od strony do strony, od zdarzenia do zdarzenia. Coraz głębiej wchodząc w mrok, śmierć i pustkę, coraz mocniej chcąc się z niej wydostać, za wszelką cenę. Próbując wraz z Idą i Kruchym poznać tajemnice Demona Luster, Kusiciela i uratować Mikołaja. Kto jest kim, do czego to doprowadzi i czy w ogóle można te zagadki rozwiązać – dowiecie się czytając.


Uroboros 2018  str 415

Stroytel z Wydawnictwem Mięta 2025 16 h 10 min (z opowiadaniem)

Łączna liczba wyświetleń