Broszka ze szmaragdową chmurką - Joanna Zakrzewska



Zobaczyłam tę książkę na Instagramie i no cóż... Okładkowa sroka we mnie musiała ją przeczytać. I to w dwójnasób sroka, bo okładka piękna i jeszcze cała w błyskotkach.
A środek?
Środek błyszczy jeszcze mocniej, a każde spotkanie z tą książką jest jak promień światła padający na diament – odkrywa kolejne fale cudowności. Pleciona z niezwykłą precyzją, ciepła i tajemnicza fabuła od razu uzależnia czytelnika od miejsca i bohaterów. Naprawdę, polubiłam ich od pierwszego zdania i tak polubiwszy trwałam z nimi do ostatniej kropki.
Kostka kocha być złotniczką i widać to w całej jej postaci. Z jakim namaszczeniem odkrywa przeszłość starych obrączek, jak pochyla się nad pierścionkiem, który dopiero ma rozpocząć czyjąś historię. Kruszec jest jej miłością, ale nie ze względu na pieniądze, a na artyzm i duszę. Tak, ona widzi w błyskotkach coś więcej.
Józek – ten to dopiero namieszał w książce, życiu bohaterek i swoim. Pachnący kawą, górskim powietrzem i wolnością jest dziki, nieokiełznany i łaszący się, jak kociak. Uwielbiam go, a jak autorka wplata gwarę – jestem po prostu zakochana. Ten góralski wątek bardzo mi się podobał.
Ale nie tylko oni, choć wysuwają się na pierwszy plan, tworzą niesamowitą atmosferę w Jaskółce. Wspaniałe przyjaciółki Kostki, niosące pomoc i nie umiejące przejść obojętnie wobec nieszczęścia. Młody pracownik zakładu jubilerskiego, uczący się na błędach i szalenie artystyczna dusza. Jest jeszcze oczywiście ojciec Kostki, Rafał, i jego siostra Janina dodający całości tajemniczości. Ten wątek też jest szalenie interesujący, choć przyznaję, długo nie mogłam zgadnąć, o co chodzi. I łyżka dziegciu, czyli Zosia, którą najchętniej wytargałabym za kudły, ale czemu, musicie sami przeczytać.
Autorka z wyjątkową precyzją, jak przy delikatnym wyrobie jubilerskim i z ogromną miłością pokazuje nam Jaskółkę. Jaskółkę, w której można się zakochać i do której chce się wracać, jak do domu. Takiego cudownego, ciepłego, który zawsze przytuli do serca. I poczęstuje czymś pysznym w Miodowym Oknie. Bo przecież kawiarnia Alicji istnieje, prawda?

Rodzina Lubawskich tom 1
Wydawnictwo Dobre Strony 2026
Audiobook Storytel 9h48 min

Nomen omen - Marta Kisiel





Jeśli ma się na imię Salomea, a na nazwisko Przygoda, trudno oczekiwać od losu, że będzie łaskawie taką osobę omijał. A jak jeszcze zamieszka w domu dość specyficznych staruszek z jeszcze dziwniejszą papugą nie ma co liczyć na spokój.
Muszę przyznać, że początkowo nie brałam pod uwagę czytania tego cyklu. Wydawał mi się taki nie dla mnie, jakiś taki nie bardzo. Bo ja w kryminały to nie tak do końca. Oczywiście, że nie przeczytałam opisu. Ale potem wpadło mi w ucho opowiadanie. I tak od słowa do słowa uznałam, że mnie zaćmiło i w pędzie przesłuchałam wszystkie części.
„Nomen Omen” w zasadzie jest pierwszym tomem cyklu wrocławskiego, jednak wcześniej można sięgnąć po krótkie opowiadania wprowadzające więcej wiadomości, grozy, mroku, śmiechu, czyli wszystkiego tego, co w Ałtorce kocham.
Zachwycił mnie Wrocław, obecny i ten z wojennej przeszłości. Zachwycili mnie bohaterowie, absolutnie wyjątkowi, każdy jeden, choć nie wiem, czy tak ochoczo z kilkoma spotkałabym się na żywo. I jak zawsze zachwycił mnie wątek nadprzyrodzony, bo w to Ałtorka umie wybitnie. Ciary na plecach gwarantowane, a i łez możecie się spodziewać. Zarówno tych wzruszenia, jak i tych ze śmiechu. Komedia kryminalna z głębszym dnem zdecydowanie wpasowała się w mój gust.
Czego było za mało? Stron! Mogłabym czytać i czytać. Pokochałam siostry Bolesne, pokochałam Salkę i Niedasia, zaintrygowała mnie reszta. Wrocław współczesny pochłonął mnie tak samo, jak ten wojenny a tajemnicę sióstr trzeba rozwinąć do końca, jak szpulkę.


Wydawnictwo Mięta 2022

384 str

Andy Weir - Projekt Hail Mary

 


Zaczęłam od filmu. Choć w zasadzie nie ma to znaczenia, bo zawsze traktuję ekranizacje jako coś odrębnego od ich książkowych pierwowzorów. Z kina wyszłam zakochana, kompletnie, na zabój, na zawsze, jakby powiedziała Judyta z Nigdy w życiu. I od razu postanowiłam przeczytać książkę. Z tym mi trochę zeszło, ale…

Nie przepadam za ciężkim science fiction. I tego najbardziej się w książce bałam, bo to wiadomo, w filmie pokażą i już, a w książce trzeba opisać. I faktycznie, są opisy, ale wcale mnie nie odepchnęły od słuchania. Są naturalnym uzupełnieniem fabuły, świetnie wpasowanym, dopowiadającym wiele rzeczy i systematyzującym je. Absolutnie konieczne i pozwalające poznać jeszcze lepiej doktora Grace’a.

Zdawać by się również mogło, że opis, jak jeden facet siedzi sam na statku kosmicznym będzie kosmicznie nudny. Otóż nie. To moja pierwsza książka tego autora, ale wiem, że nie ostatnia, bo trafia do mnie z poczuciem humoru. I choć film jest bardziej zabawny, to i w książce nie brakuje fantastycznych momentów, w których parskałam śmiechem.

Najbardziej jednak jestem zachwycona przesłaniem, które płynie z książki. Próba przetrwania, porozumienia się i zrozumienia innej rasy jest najpiękniejszym motywem, jaki mogliśmy przeczytać. I przenieść do naszego codziennego życia. Ta książka to cudowny drogowskaz do świata, gdzie wszystko jest możliwe, jeśli tylko wystarczająco mocno się chce. Nawet, gdy teoretycznie nie ma już nadziei. Bo dobro zawsze wraca. A jeśli ma się kogoś, kto pilnuje, gdy śpisz, wszystko jest możliwe i właśnie dlatego warto walczyć do samego końca.

Wzruszyłam się czytając tę książkę. Nie tak bardzo, jak na filmie, ale jednak. Szczególnie tuż przed końcem jest straszliwie poruszająca.

Jeśli ktoś sądzi, że książki z gatunki Science fiction są absolutnie nie dla niego, powinien sięgnąć po tę. Wspaniałą, mądrą, ciepłą książkę o tym, jak bardzo możemy być ludzcy, nawet w czasach wymagających nieludzkich rozwiązań.

Książka jest długa. Audiobook trwa dziewiętnaście godzin (tak 19). Jednak ani przez chwilę nie pomyślałam, że powinien już się skończyć. Autor pisze bardzo przejmująco, chwilami zabawnie i kosmicznie wręcz wciągająco. Nie będziecie żałować ani minuty spędzonej na lekturze.

 

Wydawnictwo Muza 2026

Audiobook Storytel 19:03:01

Łączna liczba wyświetleń