Tego tomu nie czytałam wcześniej, miałam na półce i z
jakiegoś powodu nie czytałam. Na szczęście teraz mogłam nadrobić, choć czy
możemy mówić o szczęściu, jeśli mówimy o Idzie?
Również ten tom ma prequel dopisany przez autorkę
(posiadaczy poprzednich części zachęcam do zapoznania się w formie ebooka).
Ponura żniwiarka i przędzarz gwiazd jest moim ulubionym dodatkiem. Tyle tu Idy
i Kruchego, że na pewno was zachwyci. I jeszcze bardziej ich pokochacie.
Czego możemy spodziewać się po tym tomie, zważywszy, że po
autorce można spodziewać się wszystkiego? No właśnie wszystkiego i jeszcze
więcej. Firma musi bowiem po części współpracować z policją, gdyż nowe mordy są
na granicy obu światów. Nadal mamy tutaj sprawę Kusiciela, która
niby stoi w miejscu, ale powoli pewne wątki są zbierane do kupy. Głównie dzięki Idzie, której udaje się zidentyfikować anonimowe ciało w grobie. Jak możecie
się więc domyślać, jest coraz bardziej mrocznie i coraz mniej bezpiecznie.
Jednak to, co dzieje się w pierwszych rozdziałach to jest
zamach na dobre samopoczucie czytelnika! Przecież tego nie da się w żaden
sposób przewidzieć, już nie mówiąc o jakimkolwiek przygotowaniu na takie emocje
i taką wiedzę! Już jako tako oswojona z umiłowaniem autorki do wpędzania Idy w
najgorsze kabały czytałam sobie spokojnie, aż nagle mocno wciągnęłam powietrze
i jakoś nie mogłam go wypuścić. Czytanie na bezdechu jest ciężkie, serio.
A to nie koniec z nagłymi zwrotami akcji, przy których
człowiek się zastanawia, czy może znieść jeszcze więcej. Może, zdecydowanie
może i co gorsza, sam chce więcej. Tylko, ja się pytam, jak coś takiego może spadać na Idę? No ja wiem, Pech, kanalia i te sprawy, ale żeby aż tak?
Nie wiem, jaka magia czy urok tkwią w tej książce. Czy to za
sprawą świetnie wykreowanych bohaterów, czy dogłębnie przemyślanej historii, w
której wszystko ma znaczenie i jest po coś, nawet hiacynty na oknie, czy może cudownego
stylu, ale od tej serii naprawdę ciężko się oderwać. Człowiek brnie głębiej,
już coraz mniejszej liczbie rzeczy się dziwiąc i tylko zastanawiając się, jak
daleko sięga pech. I poświęcenie.
Kocham w tej książce wszystko i jednocześnie wszystkiego nie
lubię. Nie lubię, jak traktuje się moich ukochanych bohaterów, nie lubię tego,
że chcę ich dalej widzieć w tarapatach, bo wtedy są tacy paskudnie cudowni. Nie
lubię braku snów i ognia. A jednocześnie czekam na dalej, więcej, mocniej. Bo
to wszystko tak pięknie zaplata w coraz mocniejsze więzy to, co dzieje się
między Idą, a Kruchym.
Kocham to, że jest następny tom. I jednocześnie bardzo się
go boję.