Maria wraca do Granic. Ale tym razem nie do siedliska, a do
malutkiej chaty pod lasem, by wraz z Krystynką odnowić Malarkę Wiosennych Łąk.
I usłyszeć o matce kobiety, poznać ją bliżej.
Maria wraca do Granic, a ja razem z nią, jak do
wytęsknionego miejsca, gdzie można zaczerpnąć oddechu, usiąść na ławeczce i po
prostu być. Malarkę również uwiodło proste, choć ciężkie życie. Zachwyca się
jego niespiesznością, ustalonym rytmem i prostą koleją rzeczy. A ja miałam to
szczęście patrzeć na staw, las, cmentarz, Aleję Westchnień i całą okolicę jej
oczami. A było na co. Bo autorka znów zachwyca plastycznością opisów, pochyleniem
nad grą świateł i najmniejszym szczegółem. Dzięki temu Granice nabierają
kształtów, kolorów i zapachów. Zamykam oczy i jestem tam, w tamtym miejscu. I
czasem słyszę głuchy odgłos siekiery Krystynki.
Ta część jest poświęcona kociej opiekunce. Poznajemy jej
bolesną historię, dzięki temu poznajemy bliżej i ją. To postać nieoczywista,
stworzona trochę przeszłością, trochę opiniami ludzi. Teraz możemy zdrapać to,
co zostało przyklejone, oderwać krzywdzące opinie i poznać kobietę taką, jaka
jest. Jest to ważne nie tylko w książce, ale też na co dzień, byśmy nie
oceniali ludzi według tego, co o nich mówią, bo możemy kogoś skrzywdzić lub
pozbawić się szansy na wspaniałą znajomość.
I choć dużo kręci się w tym tomie wokół Krystynki, nie jest
ona jedyną postacią. Maria zawiera nowe znajomości, skutkujące dobrem i złem,
jak to w życiu. Rozwija też przyjaźnie wcześniej zadziergnięte. Pojawia się Ewa
ze sklepu, bibliotekarka, Kacper Kosiński, właściciel siedliska z córką też
odegra swoją rolę. Każdy z bohaterów jest świetnie wykreowany, ale Julcia
skradła moje serce.
Dużo miejsca autorka poświęca również relacjom między Marią
a jej córką. W tym tomie trudnym, burzliwym. Nawet Granice chwilami nie pomogą,
Granice to plasterek na rany, herbata czekająca na stole po
ciężkim dniu. Uśmiech ukochanej osoby. To ciepłe, otulające miejsce, w którym
nie nikną problemy, ale które daje chwilę, by od nich odpocząć i podejść z
jaśniejszą głową. Dzięki nim siadam, zaczynam słuchać i wszystko ze mnie opada.
Dla mnie to książkowy dom, jeden z wielu stworzonych przez Joannę Szarańską. Bo
i na Miodową chętnie wracam. Nie, nie mówię o niej przypadkiem, znajdziecie o
niej wspomnienie w tej książce.
Pokochałam Granice, jak pokochałam kiedyś Miodową. I cieszę
się, że tych książkowych domów dzięki autorce mam coraz więcej. Chętnie do nich
wrócę. Żeby odpocząć, pośmiać się, popłakać. Po prostu pobyć.
Czwarta strona 2024
Storytel 10 h 1 min