Tam, gdzie jesteś - Tomasz Betcher

 


On nie ma nic, ona ma wszystko. On pragnie przeżyć kolejny dzień, trwać, ona uciec jak najdalej, zmienić coś, zacząć od nowa. W dniu, kiedy się spotykają, nie mają pojęcia, że przyszłość właśnie się zaczęła.

Co się stanie, gdy spotkają się dwie samotności? Piękny romans? Nostalgiczna historia? Ale to „kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością,” jak śpiewał kiedyś Bohdan Łazuka, a do tego Tomasz Betcher, który umie wyciągnąć ze swoich bohaterów coś więcej, niż sztampową opowieść.

I tym razem nie zawodzi. Ja nie wiem, jak to jest, ale każda kolejna książka autora podoba mi się jeszcze bardziej. I jak już mi się wydaje, że poruszył wszystko, co mógł w mojej duszy, przychodzi z kolejnym tematem i znów łkam w środku, a głowa pełna jest pytań i zastanawiania się „co bym zrobiła?”

Na tym właśnie polega moc dobrej książki. Zostaje na dłużej, drąży myśli, nie pozwala o sobie zapomnieć, a przede wszystkim nie pozwala zapomnieć bohaterów. Tym razem wziął na tapet kobietę, która ma wszystko – pieniądze, pozycję, domek nad morzem, do którego ucieka. A mimo to jest sterana życiem - mąż tyran, idący w jego ślady syn, to nie może się dobrze skończyć. Jest wykończona psychicznie i przez to fizycznie. I staje oko w oko ze steranym życiem mężczyzną – bezdomnym, który nie jest stereotypowy, ale jednak nadal niewidzialny dla większości ludzi. Niepotrzebny, niechciany, problematyczny.

I właśnie te ich dwie samotności się spotykają i tworzą piękną znajomość, która burzy wszelkie stereotypy. Za to pokazuje cele, marzenia, przeszłość, która doprowadziła do tego, co jest tu i teraz. Zwykła codzienna troska, kubek kawy rano, koc w zimny wieczór otwiera most dla zwierzeń, otwarcia na drugiego człowieka. Tu dzieje się magia, która mnie kompletnie zauroczyła. Magia poznania drugiego człowieka, zaufania, oddania swego kruchego środka pod osąd, który nie jest osądem. Tylko obecnością. I zrozumieniem.

Anna i Adam nie są jedynymi postaciami w tej historii, choć na pewno najważniejszymi. Tłem dla nich są postacie drugoplanowe – mąż Anny, jej syn oraz rodzina Adama. Równie ważni, równie mocni w odbiorze.

Ta książka jest o samotności, której nie można dłużej nieść. O codzienności, która jest warta więcej, niż cokolwiek. I o znalezieniu domu. Takiego, w którym można wypuścić powietrze z płuc, opuścić gardę i po prostu być.


Mięta 2026 - współpraca barterowa

287 str

Wzgarda Paulina Hendel

 


 W byłej kolonii karnej, która już dawno zamieniła się w normalnie funkcjonującą wyspę, porządku pilnuje Kilian Sztorm wraz ze swoim zastępcą Gustawem Gundenbergiem, zwanym Kostkiem. Jeden jest człowiekiem, drugi ogrem, oboje cieszą się ogromnym szacunkiem. A pracy nie mają za dużo. Dlatego najczęściej spędzają czas w wartowni, z gotującym im przysmaki ziemowym i pełnym entuzjazmu i dobrych chęci synem magnatów.

Porządek rzeczy zaburza jednak zabójstwo jednego z członków Czarnej Kompanii, a tropy nieubłaganie prowadzą do zbrodni sprzed lat, jedynej, której Kilianowi nie udało się rozwikłać. A to jedynie wierzchołek góry lodowej. Czy magia się odradza? Co ukrywa stary dom będący miejscem dawnej zbrodni? Co do tego ma zbiór baśni sióstr Morose? To sporo pytań jak na małą pokojową wartę.

Połączenie fantasy z kryminałem to coś, o czym nie słyszałam. A jak już usłyszałam i zaczęłam czytać, to okazało się, że absolutnie tego potrzebuję do życia. I nie wiem, jak do tej pory mogłam obejść się bez Kiliana, Margo, Kostka i całej reszty. To jest absolutny strzał w dziesiątkę. Kocham każdą postać, kocham to, jak są przedstawieni i kocham to, jak autorka rozprawia się z pewnymi mitami na temat poszczególnych ras. Dość powiedzieć, że nie wszyscy są typowi i przez to czyta się jeszcze lepiej.

Muszę jednak przyznać, że do lektury przekonała mnie dopiero okładka drugiego tomu, ale postanowiłam czytać po kolei. I jest to bardzo ważne, bo części się zazębiają, nie ma możliwości, żeby zrozumieć drugi tom bez przeczytania tego. Nie będziecie żałować.

Paulina Hendel tak bardzo trafia w moje poczucie humoru, że jest to nie do opisania. Bawiłam się przy lekturze świetnie, choć nie jest to delikatna, subtelna opowieść. Jest mrocznie, brutalnie, czasami opisy mogą poruszyć nie tylko wrażliwy żołądek ogra (tak, ogr z wrażliwym żołądkiem – pisałam, że nie będzie typowo.) Bywa też przerażająco. Na pewno książka zostawi was również z masą pytań o istotę człowieczeństwa, a może po prostu zwykłej przyzwoitości.

Główni bohaterowie są naprawdę świetnie wykreowani. Margo jest oczywiście moją ulubienicą numer jeden, ale Kostka i Kiliana darzę równie wielką sympatią. Każdy ma za sobą jakąś historię, nie są wrzuceni znikąd, choć dużo rzeczy ukrywają. Uwielbiam też rodzinę Kostka.

Dużą dozą sympatii obdarzam również tajemniczą dziewczynę i jej opiekunkę, ale nie chcę za dużo zdradzić. Przekonajcie się sami. Ale pamiętajcie, wkraczając do świata Kiliana, zostaniecie w Liberii na zawsze, bo wszyscy mieszkańcy zapadną wam w serce, a tajemnice nie pozwolą na zapomnienie.


Wydawnictwo Mięta 2025

Storytel 12h 57 min

Król potępionych - Zuzanna Staniec




Po Dziewczynie z bandażem nadszedł czas, by sięgnąć po Króla Potępionych. Już wiedziałam, czego się spodziewać, nie było więc zaskoczenia z pierwszej części. Weszłam przez to w tę historię z zupełnie innymi oczekiwaniami.

Najbardziej podoba mi się to, że postacie są jakieś. Popełniają błędy, kierują się emocjami i czasami podejmują decyzje, które mnie irytowały. Nora dojrzewa, zmienia się, zmienia się też jej pogląd na to, co się dzieje wokoło. Nie ma też prostego podziału na dobrych i złych. Bohaterowie w tym tomie często muszą wybierać między dwoma złymi rozwiązaniami. Paradoksalnie właśnie dzięki temu wydawali się bardziej prawdziwi i łatwiej było uwierzyć w ich historię, która, jak na gatunek przystało, jest dość nierzeczywista.
Autorka nie zasypuje czytelnika długimi opisami. Skupia się na tym, co najważniejsze, więc kolejne rozdziały czyta się naprawdę szybko. Trochę kuleją dialogi, są dość sztywne, zresztą, całości przydałaby się porządna redakcja. Jednak ogólnie, bez wchodzenia bardzo mocno w szczegóły czyta się nieźle. Głównie przez to, że autorka nadal utrzymuje ten niepokój w każdym zdaniu.
Jest jeszcze jedna rzecz, dość subiektywna. Jak dla mnie niektóre wydarzenia mogłyby zostać bardziej rozwinięte, bo kończyły za szybko i pozostawiały niedosyt.
Król Potępionych to niezła propozycja dla czytelników, które lubią fantasy z mroczniejszym klimatem i bohaterami, którzy potrafią wywołać różne emocje i nie są idealni. To jedna z tych książek, po których od razu ma się ochotę sprawdzić, co będzie dalej.

Selfpublishing 2026

Kryształowy Beat - K-pop academy - Mina Finch

 


Czy kryształowy bęben, z małym futrzastym dodatkiem, wystarczy, by AURA przetrwała mimo tego, że dziewczyny tracą harmonię?

Niestety, ale ten tom mnie nie przekonał. Odbija dość znacząco od serii fantasy i łapania demonów. I tego właśnie mi brakowało. Sięgając po książkę wzorowaną na Łowczyniach Demonów ma się nadzieję na jakąś kontynuację. A tu walki z cieniami nie ma.

Jest za to szkolne życie, szkolne problemy i problemy typowo nastoletnie. Pewnie, to też temat ważny, ale jednak spotykany w wielu innych książkach. Tu relacje między dziewczynami też są ważne, oczywiście, ale nie na nich, według mnie, miała skupić się ta seria. Przez to ten tom bardzo traci w moich oczach. Młodsi czytelnicy pewnie jednak docenią, bo dzięki temu mogą lepiej poznać ulubione bohaterki.

Diamentowy Beat jest dużo spokojniejszy od poprzednich tomów. Głównie przez to, na czym się skupia. I młodszy czytelnik pewnie znów doceni ten zabieg, ale starsi fani serii zapewne będą zawiedzeni. Jak pisałam w poprzednim akapicie, tak powtórzę i tutaj: nie o to chodziło.

Kolejną rzeczą, która zgrzyta jest fakt, że dziewczyny stały się sławne, a ich piosenka viralem i wszyscy je kochają. To tak nie działa. Jest to kompletnie oderwane od rzeczywistości i odbiera całości autentyczności.

Czy jednak naprawdę jest aż tak źle i nic już tej książki nie obroni? Na szczęście nie. Powieść broni się mocno futrzakiem. Słodziak nadaje trochę akcji całości i w ogóle jest mega uroczy. Czy jednak to wystarczy, by obronić całą część? Na pewno pozwala jej trochę wybić się z całkowitego pogrążenia. Jest jednak jeszcze coś. W tym tomie dużo uwagi poświęca się Tae i to mnie akurat cieszy, bo lubię tę dziewczynę. I to kolejny plus, który ratuje trochę sytuację.

Czy ta książka jest zła? Nie. Po prostu nie spełniła moich demoniczno-cieniowych oczekiwań. Jednak młodsi fani serii nadal znajdą sporo przyjemności w lekturze. Ja daję jej jeszcze szansę. Może to, co działo się teraz, odbije się pozytywnie w kolejnym tomie?


Jaguar 2026

144 str

Matka Nikt Wiktor Słojkowski

 


Już od samego początku wiadomo, że to nie będzie łatwa książka. Można się tego spodziewać, a mimo to wali między oczy. Niepozorna, krótka, przerażająca.

Rodzic kocha bezwarunkowo, troszczy się, jest obecny. A dziecko patrzy w niego, jak w obrazek, świętość prawie, istotę nieomylną. To daje władzę, ogromną władzę i nawet mówi się o władzy rodzicielskiej, ale czy ktoś zastanowił się, co to tak naprawdę oznacza?

Dziecko kocha. Bezgranicznie. Bezwarunkowo. Zawsze szuka w sobie winy, jeśli rodzic nie jest zadowolony. Chce zasłużyć na miłość, uwagę, zrozumienie i akceptację. Zgrzyta, prawda? A jednak tak to działa w rodzinach dysfunkcyjnych. I właśnie taką chorą relację pokazuje Wiktor Słojkowski w tej książce.

To swoiste rozliczenie się z przeszłością, nie autora, zaznacza to od razu. Próba zrozumienia mechanizmu manipulacji i pójścia dalej, bez tego ciężaru dźwiganego od dzieciństwa. Zerwania przywiązania i poczucia obowiązku wobec obcej w zasadzie kobiety, bo to przecież matka.

Ta książka boli. Wnika w każdy zakamarek duszy i serca i zostawia w nim ból, niezgodę, niezrozumienie. Oby tylko tyle. Jeśli ktoś u siebie znajdzie któryś z tych mechanizmów, niech natychmiast zgłosi się po pomoc do specjalisty. Bo książka wyraźnie mówi o przemocy, o roli kata i ofiary, gdzie katem jest osoba najbliższa.

To ciężka książka o walce z samym sobą, z tym, co wpajano od lat. Mówi też o walce o siebie, bo takie relacje niszczą i czasem trzeba je zerwać.

Niestety końcówka nie pozostawia złudzeń. Nie pozostawia też nadziei. I nie, nie jest to chwytliwy zabieg i nie psuje to książki, bo spotkałam się z takimi opiniami. To historia, która mogła wydarzyć się naprawdę. Ba, ona się wydarza, wiele razy, w wielu domach. Czasem nawet w tych „najlepszych”. I często nie ma happy endu.

Autor zrzuca matkę z piedestału. Robi to brutalnie, a huk spadającego ideału słyszymy w głowie jeszcze długo po skończonej lekturze.


Wydawnictwo Luna 2026

Storytel 3godz 27 min

Rechtorka - Magdalena Majcher

 


Kiedy ginie nauczycielka najłatwiej oskarżyć uczennicę, którą głębiła. A jak jeszcze dowody świadczą przeciw niej, a dziewczyna się przyznała – sprawa prosta i zamknięta. Nie dla Dyrdy, który, niekoniecznie w najlepszej formie, zaczyna jednak grzebać.

Dyrda w tym tomie dobija do dna swego mniemania o sobie i samopoczucia. Nie chcę wdawać się w szczegóły, nie chcę spoilerować. Można być niżej, ale to, co przeżywa dziennikarz w tym tomie łamie serce. Szczególnie, gdy się go lubi, a ja pałam do niego sympatią już od pierwszej części.

Tu należą się ogromne ukłony w stronę autorki, bo ta postać, a raczej jej przeżycia są odbiciem przeżyć jej samej i jej rodziny. Otwarcie o tym mówi. Jednak to nie jest tylko jej swoista terapia. To ogromny apel dla innych, którzy zostali wrzuceni w taką samą sytuację. Dla wszystkich, którzy wyrzucają sobie, że mogli zrobić coś więcej, pytają co to mogło być lub zwyczajnie widzą w tym swoją winę. Tu nie ma niczyjej winy. A miłość czasem nie wystarcza.

Wątek obyczajowy w tej serii łamie serce, rozwala go na kawałki, ale też uwrażliwia na coś, co nie zamknęło się na przełomie drugiego tysiąclecia. To nadal się dzieje, choć częściej jest ukryte za zamkniętymi drzwiami domów. A my nie możemy być obojętni.

Jednak życie Dyrdy to tylko tło, wstrząsające, ale jednak tylko tło dla zbrodni, która się wydarzyła. Dziennikarz nie chce się podjąć tej sprawy, nie ma na nią siły. Jednak zacząwszy – wsiąka, nie może się oderwać i nie może nie uratować dziewczyny, przeciw której wszystko się sprzysięgło. Pyta, szuka, drąży temat, narażając się na nieprzyjemności. Nie poddaje się.

Jak zawsze mamy tu bardzo dobrą analizę psychologiczną poszczególnych postaci. Ich motywów, lęków oraz oczekiwań. To jest zawsze najsilniejsza strona true crime w wykonaniu Magdaleny Majcher. Dzięki temu jeszcze głębiej przeżywa się historię, jeszcze mocniej wiąże z bohaterami jakimiś emocjami – czasem sympatią, czasem pogardą, a czasem zwykłą litością. Sprawca też nigdy nie jest czarno-biały.

To miało być ostatnie spotkanie z Dyrdą. Jednak autorka dała nadzieję, że kiedyś jeszcze go spotkamy. I mam nadzieję, że w końcu się uśmiechnie.

Seria Kryminalny Śląsk jest serią wyjątkową nie tylko przez postacie, które w niej poznajemy. To kawał dobrze opowiedzianej historii ludzi tam mieszkających. Prawdziwych, z ich językiem, kulturą i odrębnością, której nie możemy zaprzeczać. To ich głos w świecie pełnym stereotypów.

Polecam serdecznie całą serię. O choć historie w niej opowiedziane nie łączą się bezpośrednio, to historia Dyrdy jest łącznikiem i warto znać wszystko po kolei.


Wydawnictwo WAB 2026

228 str


Naszyjnik z diamentową tęczą - Joanna Zakrzewska





Wróciłam tutaj, jak do domu. Sokółka przywitała mnie ciepłem, zapachem kawy i pysznego ciasta. I domową atmosferą. Czasem duszną, czasem pełną niedopowiedzeń i żalów z przeszłości, ale taką, gdzie to wszystko nie ma znaczenia. Bo szczera rozmowa, przyznanie się do winy, pokazanie tamtych motywów sprawia, że wszystko może nie jest tak, jak było dawniej, ale na pewno jest dobrze.

Kocham te dwa tomy za tę właśnie atmosferę. W każdym słowie, w każdym zdaniu czuć, że autorka lubi swoich bohaterów. Pewnie, doświadcza ich, stawia przed nimi wyzwania, ale dzięki temu czytelnik jeszcze chętniej wraca i chce z nimi wypić kawę, pomówić o tym, komu jeszcze pomóc i posłuchać Kostki, jak opowiada o biżuterii.

W ten tom, jak tornado z huraganem, wpada Barbra. Dobry duch tej opowieści i całej rodziny Lubawskich. Kobieta żywioł, kolorowy ptak pragnący wolności i wyzwolenia, a wszystko to w małej Sokółce. Nie byłam pewna czy małe miasteczko jest gotowe na jej obecność, ale nic się nie zwaliło, a wręcz przeciwnie. Jest postacią, która obok Józka wprowadza jeszcze więcej folkloru, niekoniecznie lokalnego. Polubiłam ją od pierwszego pojawienia się.

W tym tomie jeszcze bardziej zagęszcza się historyczno-tajemniczy wątek historii. Nad rodziną Lubawskich zbierają się czarne chmury. Karty muszą zostać wyłożone na stół, a tajemnice przestać leżeć w przeszłości. Bardzo ciekawie to wszystko jest przedstawione i splata się z tu i teraz.

Jednak najbardziej, najmocniej na świecie kocham zakończenie tej historii. Jest absolutnie idealne, nie mogłam sobie wyobrazić lepszego.

Z ogromną radością wrócę do Sokółki. Zaciągnę się zapachem jeziora, aromatycznej kawy, pogapię się na witrynę sklepu Lubawskich, przysiądę w Miodowym Oknie. Może przysiądzie się do mnie Janina z Barbrą, która akurat będzie mieć czas? A może właśnie będzie się tam odbywać spotkanie Spółki Jaskółki?




Rodzina Lubawskich tom 2
Wydawnictwo Dobre Strony 2026
Audiobook Storytel 10h33 min

Broszka ze szmaragdową chmurką - Joanna Zakrzewska



Zobaczyłam tę książkę na Instagramie i no cóż... Okładkowa sroka we mnie musiała ją przeczytać. I to w dwójnasób sroka, bo okładka piękna i jeszcze cała w błyskotkach.
A środek?
Środek błyszczy jeszcze mocniej, a każde spotkanie z tą książką jest jak promień światła padający na diament – odkrywa kolejne fale cudowności. Pleciona z niezwykłą precyzją, ciepła i tajemnicza fabuła od razu uzależnia czytelnika od miejsca i bohaterów. Naprawdę, polubiłam ich od pierwszego zdania i tak polubiwszy trwałam z nimi do ostatniej kropki.
Kostka kocha być złotniczką i widać to w całej jej postaci. Z jakim namaszczeniem odkrywa przeszłość starych obrączek, jak pochyla się nad pierścionkiem, który dopiero ma rozpocząć czyjąś historię. Kruszec jest jej miłością, ale nie ze względu na pieniądze, a na artyzm i duszę. Tak, ona widzi w błyskotkach coś więcej.
Józek – ten to dopiero namieszał w książce, życiu bohaterek i swoim. Pachnący kawą, górskim powietrzem i wolnością jest dziki, nieokiełznany i łaszący się, jak kociak. Uwielbiam go, a jak autorka wplata gwarę – jestem po prostu zakochana. Ten góralski wątek bardzo mi się podobał.
Ale nie tylko oni, choć wysuwają się na pierwszy plan, tworzą niesamowitą atmosferę w Jaskółce. Wspaniałe przyjaciółki Kostki, niosące pomoc i nie umiejące przejść obojętnie wobec nieszczęścia. Młody pracownik zakładu jubilerskiego, uczący się na błędach i szalenie artystyczna dusza. Jest jeszcze oczywiście ojciec Kostki, Rafał, i jego siostra Janina dodający całości tajemniczości. Ten wątek też jest szalenie interesujący, choć przyznaję, długo nie mogłam zgadnąć, o co chodzi. I łyżka dziegciu, czyli Zosia, którą najchętniej wytargałabym za kudły, ale czemu, musicie sami przeczytać.
Autorka z wyjątkową precyzją, jak przy delikatnym wyrobie jubilerskim i z ogromną miłością pokazuje nam Jaskółkę. Jaskółkę, w której można się zakochać i do której chce się wracać, jak do domu. Takiego cudownego, ciepłego, który zawsze przytuli do serca. I poczęstuje czymś pysznym w Miodowym Oknie. Bo przecież kawiarnia Alicji istnieje, prawda?

Rodzina Lubawskich tom 1
Wydawnictwo Dobre Strony 2026
Audiobook Storytel 9h48 min

Nomen omen - Marta Kisiel





Jeśli ma się na imię Salomea, a na nazwisko Przygoda, trudno oczekiwać od losu, że będzie łaskawie taką osobę omijał. A jak jeszcze zamieszka w domu dość specyficznych staruszek z jeszcze dziwniejszą papugą nie ma co liczyć na spokój.
Muszę przyznać, że początkowo nie brałam pod uwagę czytania tego cyklu. Wydawał mi się taki nie dla mnie, jakiś taki nie bardzo. Bo ja w kryminały to nie tak do końca. Oczywiście, że nie przeczytałam opisu. Ale potem wpadło mi w ucho opowiadanie. I tak od słowa do słowa uznałam, że mnie zaćmiło i w pędzie przesłuchałam wszystkie części.
„Nomen Omen” w zasadzie jest pierwszym tomem cyklu wrocławskiego, jednak wcześniej można sięgnąć po krótkie opowiadania wprowadzające więcej wiadomości, grozy, mroku, śmiechu, czyli wszystkiego tego, co w Ałtorce kocham.
Zachwycił mnie Wrocław, obecny i ten z wojennej przeszłości. Zachwycili mnie bohaterowie, absolutnie wyjątkowi, każdy jeden, choć nie wiem, czy tak ochoczo z kilkoma spotkałabym się na żywo. I jak zawsze zachwycił mnie wątek nadprzyrodzony, bo w to Ałtorka umie wybitnie. Ciary na plecach gwarantowane, a i łez możecie się spodziewać. Zarówno tych wzruszenia, jak i tych ze śmiechu. Komedia kryminalna z głębszym dnem zdecydowanie wpasowała się w mój gust.
Czego było za mało? Stron! Mogłabym czytać i czytać. Pokochałam siostry Bolesne, pokochałam Salkę i Niedasia, zaintrygowała mnie reszta. Wrocław współczesny pochłonął mnie tak samo, jak ten wojenny a tajemnicę sióstr trzeba rozwinąć do końca, jak szpulkę.


Wydawnictwo Mięta 2022

384 str

Andy Weir - Projekt Hail Mary

 


Zaczęłam od filmu. Choć w zasadzie nie ma to znaczenia, bo zawsze traktuję ekranizacje jako coś odrębnego od ich książkowych pierwowzorów. Z kina wyszłam zakochana, kompletnie, na zabój, na zawsze, jakby powiedziała Judyta z Nigdy w życiu. I od razu postanowiłam przeczytać książkę. Z tym mi trochę zeszło, ale…

Nie przepadam za ciężkim science fiction. I tego najbardziej się w książce bałam, bo to wiadomo, w filmie pokażą i już, a w książce trzeba opisać. I faktycznie, są opisy, ale wcale mnie nie odepchnęły od słuchania. Są naturalnym uzupełnieniem fabuły, świetnie wpasowanym, dopowiadającym wiele rzeczy i systematyzującym je. Absolutnie konieczne i pozwalające poznać jeszcze lepiej doktora Grace’a.

Zdawać by się również mogło, że opis, jak jeden facet siedzi sam na statku kosmicznym będzie kosmicznie nudny. Otóż nie. To moja pierwsza książka tego autora, ale wiem, że nie ostatnia, bo trafia do mnie z poczuciem humoru. I choć film jest bardziej zabawny, to i w książce nie brakuje fantastycznych momentów, w których parskałam śmiechem.

Najbardziej jednak jestem zachwycona przesłaniem, które płynie z książki. Próba przetrwania, porozumienia się i zrozumienia innej rasy jest najpiękniejszym motywem, jaki mogliśmy przeczytać. I przenieść do naszego codziennego życia. Ta książka to cudowny drogowskaz do świata, gdzie wszystko jest możliwe, jeśli tylko wystarczająco mocno się chce. Nawet, gdy teoretycznie nie ma już nadziei. Bo dobro zawsze wraca. A jeśli ma się kogoś, kto pilnuje, gdy śpisz, wszystko jest możliwe i właśnie dlatego warto walczyć do samego końca.

Wzruszyłam się czytając tę książkę. Nie tak bardzo, jak na filmie, ale jednak. Szczególnie tuż przed końcem jest straszliwie poruszająca.

Jeśli ktoś sądzi, że książki z gatunki Science fiction są absolutnie nie dla niego, powinien sięgnąć po tę. Wspaniałą, mądrą, ciepłą książkę o tym, jak bardzo możemy być ludzcy, nawet w czasach wymagających nieludzkich rozwiązań.

Książka jest długa. Audiobook trwa dziewiętnaście godzin (tak 19). Jednak ani przez chwilę nie pomyślałam, że powinien już się skończyć. Autor pisze bardzo przejmująco, chwilami zabawnie i kosmicznie wręcz wciągająco. Nie będziecie żałować ani minuty spędzonej na lekturze.

 

Wydawnictwo Muza 2026

Audiobook Storytel 19:03:01

Marta Kisiel - Toń



Eleonora i Klara nie mają łatwego życia z Klarą, która je strzeże, niczym Cerber, choć w sumie nie wiadomo dlaczego i przed czym. Dlatego wpuszczenie, wbrew jasnym zasadom, antykwariusza do domu staje się szalenie kuszące i nie może spowodować niczego złego, prawda? Prawda!?

Ano nie prawda, bo przecież u Ałtorki nic nie dzieje się bez przyczyny, a szalenie przekonujący antykwariusz na pewno przyniesie ze sobą kłopoty, pożogę i diabelskie sztuczki. A na pewno zmieni życie trzech kobiet oraz jednej wychowawczyni, która się nimi opiekuje. Bo przecież tutaj wszystko jest połączone, jak kostki domina i jeden ruch uwalnia siły mroczne i niebezpieczne.

To drugi tom cyklu, choć dzieje się przed pierwszym. Nie ma to jednak znaczenia, bo wszystko jest tak skonstruowane, że pewne rzeczy wskakują na miejsce, a pewne są kompletnie nowe. Czytelnicy znający Ałtorkę na pewno się połapią, a ci, którzy dopiero zaczynają tę wspaniałą przygodę, pokochają za ten kontrolowany chaos.

Nieustannie i wciąż zachwycam się siostrami Bolesnymi. Kocham je miłością prawie pierwszą, bo pierwsze miejsce zajmuje Ramzes. Im więcej o nim wiem, choć od początku sprawa wydaje się dość jasna, tym bardziej go kocham i podziwiam. Owszem, jest w tym duża doza szczerego szacunku i ciut obawy, ale kto wie, o czym mówię, ten wie, że Ramzes potrafi być miły.

Jak zawsze w powieściach Marty Kisiel nie może zabraknąć humoru. Tutaj też on jest, choć bardziej cierpki, ironiczny. Taki, jaki kochamy najbardziej, choć zaraz zgaszony przez to, co się dzieje dalej i głębiej. Ale nie da się śmiać, gdy w tle, a może rzeczywistości jest Wrocław w czasie wojny. Czasy współczesne też nie są mniej mroczne. Klimat to to, co Ałtorka naprawdę umie zrobić. I jest magicznie, choć nie spodziewajcie się jednorożców i tęczy. Prędzej wydarzeń z drugiego końca magicznej rzeczywistości.

Długo wahałam się przed rozpoczęciem tego cyklu, a teraz jest moim ukochanym.

W tym wydaniu jest zawarte opowiadanie „Echo” które rzuca nowe światło na pewno osoby i rozszerza horyzont zdarzeń.


Wydawnictwo Mięta 2024

335 str

Cykl Wrocławski

Dziewczyna z bandażem - Zuzanna Staniec

 


Czy mężczyzna, który stracił wszystko w jednej chwili może zająć się dzieckiem? Czy dziecko, które nie jest zwyczajne może wieść z nim spokojne, normalne życie?

Nora skrywa się za bandażami, ale nie tak, jak każdy sądzi. Nie ma tu mowy o przemocy domowej, choć może przemilczanie niektórych spraw może za taką być wzięte. Ale nie. Ona chowa rany, które zniknęły. Za szybko, za bardzo. I o tym milczą, zgodnie. Działa. Oczywiście do czasu.

Ta książka budzi niepokój od pierwszych stron i nie pozwala się go pozbyć do samego końca. Ale to nie jest jakieś mocne uczucie, ono pełga, jak delikatny płomień, na granicy świadomości. Nie pozwala się oderwać, nie pozwala zapomnieć. I choć nie ma w książce żadnych gwałtownych wydarzeń, wszystko dzieje się niespiesznie, w rytmie małego miasteczka, to ten niepokój nie odpuszcza.

Bardzo podoba mi się taki sposób prowadzenia akcji. Nie ma tu wielkich i szybkich pościgów, nagłych zwrotów, wszystko spokojnie zmierza do finału. I zdawać by się mogło, że perspektywa trzech osób, bo tak prowadzona jest narracja więcej nam wyjaśni. Jednak nie. Wprowadza tylko jeszcze więcej wątpliwości i pytań, na które odpowiedzieć możemy tylko podążając tym niespiesznym rytmem. I wtedy zwali nas z nóg.

Książka ma kilka błędów, ale te po niewielkiej korekcie da się okiełznać. Są drobne i rzadkie, jednak zaburzają rytm czytania, a ten w książce jest bardzo ważny. Mimo to koniecznie muszę poznać dalsze losy bohaterów, bo bardzo ich polubiłam. Są bardzo dobrze wykreowani, pomysł na nich bardzo mi się podobał, choć losami kilku chętnie pokierowałabym inaczej. Przez sympatię.

Autorka nie zapomniała również o małomiasteczkowej reakcji na zniknięcie przyjaciółki Nory – Cass. Cała ta sprawa była prowadzona bardzo ciekawie, ale jednak to, co zadziało się po powrocie nory do szkoły najbardziej mną wstrząsnęło. Bardzo mocny, bardzo potrzebny akcent.

A na sam koniec… Bardzo dobre otwarcie do następnego tomu. Bo niby możemy wziąć oddech, niby akcja wraca na bardziej spokojne tory, a jednak pojawia się milion pytań.

Jeśli lubicie dobrze prowadzone thrillery z elementami dark fantasy to ta książka zdecydowanie powinna znaleźć się na waszej czytelniczej liście.





175 stron

Łączna liczba wyświetleń