Jeśli ma się na imię Salomea, a na nazwisko Przygoda, trudno oczekiwać od losu, że będzie łaskawie taką osobę omijał. A jak jeszcze zamieszka w domu dość specyficznych staruszek z jeszcze dziwniejszą papugą nie ma co liczyć na spokój.
Muszę przyznać, że początkowo nie brałam pod uwagę czytania tego cyklu. Wydawał mi się taki nie dla mnie, jakiś taki nie bardzo. Bo ja w kryminały to nie tak do końca. Oczywiście, że nie przeczytałam opisu. Ale potem wpadło mi w ucho opowiadanie. I tak od słowa do słowa uznałam, że mnie zaćmiło i w pędzie przesłuchałam wszystkie części.
„Nomen Omen” w zasadzie jest pierwszym tomem cyklu wrocławskiego, jednak wcześniej można sięgnąć po krótkie opowiadania wprowadzające więcej wiadomości, grozy, mroku, śmiechu, czyli wszystkiego tego, co w Ałtorce kocham.
Zachwycił mnie Wrocław, obecny i ten z wojennej przeszłości. Zachwycili mnie bohaterowie, absolutnie wyjątkowi, każdy jeden, choć nie wiem, czy tak ochoczo z kilkoma spotkałabym się na żywo. I jak zawsze zachwycił mnie wątek nadprzyrodzony, bo w to Ałtorka umie wybitnie. Ciary na plecach gwarantowane, a i łez możecie się spodziewać. Zarówno tych wzruszenia, jak i tych ze śmiechu. Komedia kryminalna z głębszym dnem zdecydowanie wpasowała się w mój gust.
Czego było za mało? Stron! Mogłabym czytać i czytać. Pokochałam siostry Bolesne, pokochałam Salkę i Niedasia, zaintrygowała mnie reszta. Wrocław współczesny pochłonął mnie tak samo, jak ten wojenny a tajemnicę sióstr trzeba rozwinąć do końca, jak szpulkę.
Wydawnictwo Mięta 2022
384 str
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz