Piastunka letnich snów - Joanna Szarańska

 


Maria wraca do Granic. Ale tym razem nie do siedliska, a do malutkiej chaty pod lasem, by wraz z Krystynką odnowić Malarkę Wiosennych Łąk. I usłyszeć o matce kobiety, poznać ją bliżej.

Maria wraca do Granic, a ja razem z nią, jak do wytęsknionego miejsca, gdzie można zaczerpnąć oddechu, usiąść na ławeczce i po prostu być. Malarkę również uwiodło proste, choć ciężkie życie. Zachwyca się jego niespiesznością, ustalonym rytmem i prostą koleją rzeczy. A ja miałam to szczęście patrzeć na staw, las, cmentarz, Aleję Westchnień i całą okolicę jej oczami. A było na co. Bo autorka znów zachwyca plastycznością opisów, pochyleniem nad grą świateł i najmniejszym szczegółem. Dzięki temu Granice nabierają kształtów, kolorów i zapachów. Zamykam oczy i jestem tam, w tamtym miejscu. I czasem słyszę głuchy odgłos siekiery Krystynki.

Ta część jest poświęcona kociej opiekunce. Poznajemy jej bolesną historię, dzięki temu poznajemy bliżej i ją. To postać nieoczywista, stworzona trochę przeszłością, trochę opiniami ludzi. Teraz możemy zdrapać to, co zostało przyklejone, oderwać krzywdzące opinie i poznać kobietę taką, jaka jest. Jest to ważne nie tylko w książce, ale też na co dzień, byśmy nie oceniali ludzi według tego, co o nich mówią, bo możemy kogoś skrzywdzić lub pozbawić się szansy na wspaniałą znajomość.

I choć dużo kręci się w tym tomie wokół Krystynki, nie jest ona jedyną postacią. Maria zawiera nowe znajomości, skutkujące dobrem i złem, jak to w życiu. Rozwija też przyjaźnie wcześniej zadziergnięte. Pojawia się Ewa ze sklepu, bibliotekarka, Kacper Kosiński, właściciel siedliska z córką też odegra swoją rolę. Każdy z bohaterów jest świetnie wykreowany, ale Julcia skradła moje serce.

Dużo miejsca autorka poświęca również relacjom między Marią a jej córką. W tym tomie trudnym, burzliwym. Nawet Granice chwilami nie pomogą,

Granice to plasterek na rany, herbata czekająca na stole po ciężkim dniu. Uśmiech ukochanej osoby. To ciepłe, otulające miejsce, w którym nie nikną problemy, ale które daje chwilę, by od nich odpocząć i podejść z jaśniejszą głową. Dzięki nim siadam, zaczynam słuchać i wszystko ze mnie opada. Dla mnie to książkowy dom, jeden z wielu stworzonych przez Joannę Szarańską. Bo i na Miodową chętnie wracam. Nie, nie mówię o niej przypadkiem, znajdziecie o niej wspomnienie w tej książce.

Pokochałam Granice, jak pokochałam kiedyś Miodową. I cieszę się, że tych książkowych domów dzięki autorce mam coraz więcej. Chętnie do nich wrócę. Żeby odpocząć, pośmiać się, popłakać. Po prostu pobyć.


Czwarta strona 2024

Storytel 10 h 1 min

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Łączna liczba wyświetleń