Tęskniliście za Starszakami w akcji? To świetnie, bo ekipa
czwórki przyjaciół wybrała się na Fuerteventurę. Oczywiście zebrać kolejne
materiały do książki Luli i odpocząć. Tylko jak odpocząć, jak zaraz po
przyjeździe dostaje się mandat, a na płocie w nocy zawisły zwłoki?
Już wiecie, że z Lulą, Adą, Krisem i Gabrysiem nudzić się
nie można. Ale to, co autorka robi od samego początku tej części to już jest
jazda bez trzymanki. Dość dosłownie. A potem jest już tylko lepiej. Albo gorzej,
zależy, kto pyta. Starszaki prawie mieszkają na miejscowej komendzie, co chwila
musząc się opowiadać po co przyjechali, co robili w danym miejscu w złym czasie
i, o zgrozo, z wieku. No doprawdy, ile razy można kobietę pytać o wiek?
Akcja książki toczy się równolegle w teraźniejszości i w
czasie drugiej wojny światowej. Jest to mój ulubiony okres w historii, pełen
tajemnic, trudnych wyborów i zdarzeń, które nigdy nie powinny się stać, a o
których nigdy nie możemy zapomnieć. I tak właśnie jest tutaj. Historię
poznajemy z punktu widzenia marynarza służącego na niemieckim U-Boocie, wiernemu
swemu wodzowi, idącemu za nim w ciemno. Szalenie mi się ten wątek podobał. Był
nie tylko dopracowany pod względem historycznym, również tło obyczajowo-moralne
było świetnie przedstawione. A właśnie to cenię w książkach sięgających w
przeszłość – odniesienie do tego, co czuli i co robili ludzie w tamtych
czasach. To przecież oni tworzą historię.
Pamiętnik Ricarda to w majstersztyk. Najbardziej zachwycił
mnie w całej książce. Bardzo lubię ten sposób prowadzenia narracji, a akurat w
przypadku tego bohatera otwiera on zamki do kilku sekretów i pozwala poznać motywy
osób pływających na U-Bootach. Nie zrozumieć, ale poznać.
W Sekretach domu Wintera historia sięga teraźniejszości,
pobudzając wyobraźnię legendą i plotkami o tym, że pod domem Wintera jest
ukryty właśnie U-Boot. Oczywiście, że rozpala to wyobraźnię Starszaków. Oczywiście,
że muszą tam poleźć, a dokładniej dopłynąć, narażając się na niechęć wrogo do
tego nastawionych miejscowych biznesmenów. Przepis na kłopoty? I to jakie!
Już w poprzednim tomie polubiłam lekko ironiczny styl
autorki. Tym razem również się nie zawiodłam. Są momenty pisane lekko, z
humorem. To sprawia, że można wziąć głęboki wdech przed tym, co w książce poważne
i wymagające zastanowienia i przemyślenia. Proporcje między jednym, a drugim są
świetnie wyważone. Czyta się przez to bardzo przyjemnie, wręcz płynie się przez
fabułę.
Mam nadzieję, że to nie koniec przygód świetnej czwórki.
Chętnie poznam z nimi kolejne tajemnicze miejsca, pokopię w historii polskiej,
jak i powszechnej, a także ich rodzinnej, bo tego też w tej części nie brakuje.
Zżyłam się z Lulą, Ada, Krisem i Gabrysiem, traktuję ich jak przyjaciół i chętnie
jeszcze poczytam o tym, co wymyślili, żeby znów komuś podpaść.
Współpraca barterowa
Wydawnictwo Mięta 2025
432 str
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz