46 - 2020 Szklany mag Charlie N. Holmberg

 Wydawnictwo Kobiece Young 2020

248 str

Tłumaczyła Monika Wiśniewska

Papierowy Mag tom 2


Coeny zamrażając Lirę uratowała życie Emery’ego. Jednak podpadła Grathowi, okrutnemu Wycinaczowi i jego jeszcze gorszemu wspólnikowi Sarajowi. Czy uda się jej uciec i uratować nie tylko siebie, Emery’ego, ale też rodzinę i przyjaciół?

Czekałam na ten tom, naprawdę na niego czekałam i się nie zawiodłam. O ile pierwsza część mnie zaciekawiła i wciągnęła, tak ta połknęła mnie w całości i nie chce wypuścić. Dawno nie czytałam tak dobrego fantasy, w którym autor nie tylko nie powiela utartych schematów, a tworzy nowe rozwiązania i możliwości. Magia związana z materiałem, głównie ta papierowa, która nie była marzeniem młodej adeptki, a która jednak daje ogromną moc. Do tego w tym tomie okazuje się, że nie wszystko jest oczywiste, a niektóre rzeczy można zmieniać. Charlie N. Holmberg zestawia ze sobą poddanie się losowi przy równoczesnym nie rezygnowaniu z marzeń. I robi to naprawdę pięknie. Ceony nie brakuje paski, zacietrzewienia wręcz i odwagi. Jest też pełna nadziei i miłości. Tak, jest tu wątek romantyczny, choć bardzo poboczny, ale obecny w każdym jej działaniu. Nie pozostaje też niezauważony, co czyni tę książkę jeszcze ciekawszą. Zawsze ktoś patrzy na maga i jego praktykanta i sprawdza. A mimo to coś  da się ukryć.

„Szklanego Maga” nie da się czytać wolno. Tu akcja pędzi, a ja pędziłam wraz z nią, żałując, że czasem trzeba zrobić coś innego. Każdą wolną chwilę poświęcałam czytaniu. Zagłębiałam się w treść, analizowałam, snułam teorie.  I świetnie się bawiłam. Lektura pozwoliła mi oderwać się od tego, co dzieje się teraz wokoło. I pozostawiła ogromny niedosyt zostawiając mnie w takim punkcie, że mogę tylko pragnąć czytać dalej. I znów czekam. Jestem szalenie ciekawa, co będzie dalej, jak to się rozwinie, bo możliwości jest mnóstwo. Za to też kocham tę książkę, że daje możliwość kombinowania, myślenia i snucia teorii. A autorka i tak zamiesza tak, że wszystko można wywalić do kosza.

Nie sposób przejść obojętnie obok okładki. Piękna, wyważona, zrobiona ze smakiem. Kusi, przyciąga i obiecuje niezapomniane wrażenie. I co więcej – nie kłamie. Jeśli ktoś szuka porywającej książki, powinien sięgnąć po serię Magów. Jeśli ktoś jednak liczy, że zostanie z nią na dłużej, muszę go rozczarować. Po zaczęciu, nie da się przestać i książka zdecydowanie za szybko się kończy. Życzę sobie i innym czytelnikom tylko takich wad w książkach. I idę czekać i wzdychać i tęsknić za kolejną częścią.


Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu oraz



45 - 2020 Popołudnia na Miodowej Joanna Szarańska

 Czwarta Strona 2020

400 str

Cykl: Na Miodowej tom 2


Nie wiem, czy mam w sobie tyle pięknych słów, by opisać moje wrażenia po lekturze. Nie wiem, czy dam radę wyrazić, jakie emocje we mnie siedziały podczas czytania i co zostało po nim. Popołudnia na miodowej pachną śliwkami, ciastem i miłością. Miłością trudną, piękną, ocierającą się o rozpacz, a mimo to walczącą, wspierającą i dającą siłę temu, komu jej najbardziej potrzeba. Czyli dziecku, które jest inne, które nie rozumie otaczającego je świata, a może to świat nie rozumie jego. Bo Popołudnia opowiadają o zmaganiach dziewczynki z autyzmem i jej mamy z całym światem, z systemem i co gorsze, z ludźmi, nawet tymi, którzy powinni być podporą, a zwyczajnie okazali się tchórzami. Nie umiem ocenić Tomka pozytywnie, nie umiem go zrozumieć. Nie, nie dlatego, że nie podołał, zdarza się, niestety. Ale dlatego, że uciekł z podkulonym ogonem, praktycznie bez słowa i zostawił za sobą tylko burdel i kłopoty. Nie znoszę go, nie lubię, pewnie bym mu ostro wygarnęła. A Klarę bym przytuliła, kazała się przespać i zapewniła, że jest najwspanialszą matką na świecie, która powinna dawać korepetycje z cierpliwości innym rodzicom.

O autyzmie mówi się u nas dużo, ale jednak nadal za mało. To piękne świadectwo, ten delikatny, ale dosłowny opis codziennych zmagań jest bardzo potrzebny. Rodzicom, którzy każdego dnia zmagają się z sobą i ze światem o swoje dziecko. Tym dzieciom, które tak często są odbierane jako niewychowane. I tym wszystkim, którzy krzywią się, kiedy widzą dziecko krzyczące, płaczące i rozpaczające z błahego, zdawać by się mogło, powodu. Lub dziwnie się zachowujące. Życzę im, by przeczytali i choć raz powstrzymali grymas, który niczego nie wnosi, a komuś może złamać serce.

Popołudnia na Miodowej to przepiękna, wzruszająca i pozostająca w sercu powieść o miłości. O tej do dziecka, do siebie, do innych ludzi. O szukaniu szczęścia w codzienności i małych zwycięstwach. To opowieść o heroizmie, nie, nie boję się tego słowa, rodziców, którzy toczą walkę o przyszłość swoich dzieci. Dziękuję.



44 - 2020 Polowanie Tomasz Kamiński

 Initium 2020

512


Kardian wraca do Bermeld jako znienawidzona Wstęga. Znienawidzona głównie przez to, co mieszkańcom wioski mówi stara Elkra, podobno słysząca głosy, stojąca na straży Rygoru. Ma swoją misję, postanawia też zapolować na bestię i odebrać jej dziecko, które porwała.

 

Okładka piękna. Opis też niczego sobie. A w środku… jeszcze więcej opisów. Opisów, które może i wnoszą dużo, bo kreują świat, ale w środku akcji są zwyczajnie uciążliwe. Inna sprawa, że autor ma tendencję do powtórzeń. Ja rozumiem, że Kadrian jest cudowny i przedstawia sobą wszelkie cnoty, jest ucieleśnieniem rycerza bez skazy, ale jednak z dodatkowym rysem ludzkim, bo daje się ponosić emocjom i robić rzeczy, z których jego bóg nie byłby zadowolony. Ja to wszystko rozumiem, bo uwielbiam go od pierwszej strony, a nawet okładki. Ale Issera mogłaby czasem zrobić coś innego, niż wpadać w trans na jego widok, nie wiem, rozmarzyć się, zamyślić… To tylko jeden przykład z wielu takich przyklejonych, wciąż używanych określeń do konkretnej osoby. Niestety jest ich więcej i w połączeniu z długaśnymi opisami niszczą klimat książki. Początkowo tak bardzo mnie to nużyło, że miałam ochotę rzucić książką. Na szczęście „Polowanie” to też dziwna przyjaźń Kadriana z Zankeldem, która dużo ratuje, ma ogromny potencjał i jest zdecydowanym hitem tej książki. Trafia do mnie cięty humor, trafia do mnie zderzenie charakterów. Podobała mi się też retrospekcja, która choć wklejona w dość wartką akcję, wiele wyjaśnia. To z niej dowiadujemy się kto był kim, gdzie i dlaczego się znalazł a dodatkowo dostajemy kolejną dozę pytań.

Właśnie, pytania. Sporo ich od samego początku, ale… nic się nie wyjaśnia. No może prawie nic, a pojawiają się nowe kwestie. Nie wiem, czy autor zaplanował dalsze części, oby mniej obfite w opisy, czy po prostu pozapominał o otwartych wątkach, ale koniec przynosi rozczarowanie. Można sobie co prawda dopowiedzieć parę kwestii, ale to nie są proste domysły.

Nie wiem, czy polecić tę książkę. Jest to na pewno niezła powieść pod względem tematu, choć można jej zarzucić, że oklepana, bo wielka wojna, rozłam i tak dalej. Jednak mierzenie się z przeszłością, stawianie jej czoła i przezwyciężanie tego, co ktoś bohaterom narzucił jest dobrze napisane i to się czyta z przyjemnością. Bohaterowie pod względem psychologicznym też są nieźle przedstawieni, bo nie ma nikogo kryształowo dobrego i kryształowo złego. Kadrian ma napady litości, czy też miłosierdzia, choć dobry łowca przygód nazwałby to głupotą, Zankeld opuszcza czasem maskę okrutnika. Jednak te opisy mogą zniechęcić. Wybór pozostawiam Wam. Ja, choć ciekawość mnie zżera i zastanawiam się po co Kadrian wrócił i co się stanie z bestią i wiele innych jeszcze, nie wiem, czy przeczytam dalszą część, jak taka będzie.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu oraz









Łączna liczba wyświetleń