12 - 2021 W blasku dnia Alter ego II Edyta Świętek

 Replika 2021

368 str

Alter ego tom II











Czy da się pokochać kogoś ze snu? To pytanie już chyba padło, prawda? Nie, to nie jest recenzja pierwszego tomu, choć nadal mamy dużo magii, romantyzmu i miłości.

Trudno opisać drugi tom tak, by nie zdradzić części fabuły z pierwszego, więc na tym etapie napiszę, że należy przeczytać pierwszy, by zrozumieć i mieć radość z drugiego. A teraz proszę osoby, które nie czytały pierwszej części o nieczytanie dalej.

Nina się zmienia, próbuje wyjść ze swej skorupy, choć wcale nie jest to łatwe. Ale ma przy sobie przyjaciół. Choć i oni idą dalej, bo świat nie stoi w miejscu. I to z jednej strony jest dla Niny błogosławieństwo, bo czas może nie leczy ran, ale pomaga na tęsknotę, ale jednocześnie przekleństwo, bo przydałoby się iść dalej. To piękna opowieść o wierności, nawet po śmierci, o próbie układania sobie życia bez zamykania rozdziału. To też opowieść o próbie zawierzenia drugiej osobie i o ogromnej dozie niepewności, którą można nosić w sobie. Nina ma podwójny powód, jest wszak czarownicą, a słowa babci o tym, że czarownice mają problem z prawdziwym uczuciem. Zawsze z tyłu głowy jest myśl, że ktoś został zaczarowany. A Kordian nie popuszcza. Dodatkowo niepewność budzą obrazy mężczyzny. I choć wierzy mu, ze ją wyśnił, to całość jest naprawdę nie z tej ziemi.

To nie jest książka dla osób, które nie wierzą w zjawiska nadprzyrodzone. Nie znajdą w niej przyjemności, choć z mojej strony serdecznie zachęcam je do sięgnięcia po „W blasku dnia”. Wszak miłość też ma w sobie magię, a o niej chętnie czytamy. Dla mnie ta powieść jest, jak z bajki, ale takiej, w której bez problemu można się znaleźć. To nie jest wielka magia, raczej jej subtelna odmiana, wnosząca nadzieję, radość i promienie słońca w szarą rzeczywistość. A jednocześnie jest szalenie życiowa, bo każdy z nas może się borykać ze stratą, odrzuceniem, czy wykorzystaniem przez innych. Ten tom jest ogromnie emocjonalny. Rodzi mnóstwo pytań. Czy można być szczęśliwym, jak już kiedyś miało się szczęście na własność? Jak zbudować życie, kiedy runęło, zanim naprawdę się zaczęło? Dodatkowo autorka nie oszczędza swoich bohaterów, a końcówka zrodziła we mnie naprawdę brzydkie uczucia. Tak się nie robi, nie wolno tak traktować swoich bohaterów i czytelników. Myślałam, że serce mi wyskoczy. Jednak dla mnie to też taki moment przełomowy, takie odczarowanie rzeczywistości, gdy wszystko wskakuje na swoje tory. Bez tego nie byłoby pełnego zamknięcia historii.

Będę wracać do historii Niny. By poczuć magię, by znaleźć odpowiedzi na pytania, które pojawiają się na różnych etapach życia, by poczuć, że zawsze jest jakieś wyjście. A sceptykom powiem, że każda bajka ma ziarno prawdy.


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu oraz



11 - 2021 Północna granica Księga całości Feliks Kres

 Fabryka Słów 2021

350 str











Na początku to Szerń obdarzała inteligencją. Jednak potem przybył Aler ze swoimi istotami rozumnymi. A dziś nadchodzi wielkie starcie obu sił.

 

Nadszedł Kres. I to Kres taki, jakiego się nie spodziewaliście. Przynajmniej częściowo. Kiedy autor w 2010 ogłosił urlop wiele osób było zawiedzionych i wiele nie spodziewało się, że ten urlop będzie tak długi. Ale w końcu się skończył, pisarz powraca z nowym wydaniem Księgi Całości i dodatkowo obiecuje, że tym razem dwa końcowe tomy powstaną i naprawdę nastanie kres historii. Jednak na początku tym, co nie znają autora, lub zapomnieli, o czym mowa przybliżmy pierwszy tom porywającej serii fantasy spod pióra polskiego pisarza.

Armektańczycy strzegą północnej granicy przed wrogiem. Tak było od zawsze i honorem było walczyć na tamtejszych stanicach. Aż tu nagle okazuje się, że wszystko, w co wierzyli może okazać się zupełnie inne. Wszystko się zmienia, choć służba i wierność pozostaje bez zmian. Czyli mamy tu w zasadzie wszystko, co lubią miłośnicy fantasy. Honor, poświęcenie, wielkie bitwy. I okropnego autora, który za nic ma uczucia czytelnika i poniewiera bohaterami w lewo i prawo. Tu nie ma litości, tu są bezwzględne prawa wojny, choć i ta jest łaskawą panią i potrafi pokazać miłe oblicze. Jeśli ktoś szuka jednak delikatnej magii, elfów i porywającej miłości, niech zmieni adres, bo Kres go nie zachwyci. Kres pisze kawał mocnej, brutalnej fantastyki, gdzie magia nie tworzy tęczy i mostów do pięknych światów, a potwory, a te naprawdę są szkaradne i wstrętne. Jak jest bitwa, to są trupy, jak są trupy, to jest krew. Ja to kupuję i mnie się to podoba, choć kocham też te piękne i subtelne opowieści.

Co mnie zachwyca w „Północnej granicy”? Opisy bitew. To zdecydowanie największy plus całej książki. Są tak realistyczne, tak nasycone emocjami, że miałam wrażenie obecności na polu bitwy, a to wcale nie łatwe uczucie, bo, jak wspominałam, dzieje się wiele. Autor słowem maluje cały obraz bitwy, ze wszystkimi jej odcieniami i z każdej strony. Przez ten zabieg, uczestnicząc jakby w bitwie jest się równocześnie jej obserwatorem i wie się o każdym potknięciu i każdym zwycięstwie.

Ja wiem, że ci, którzy mieli „Księgę całości” w poprzednim wydaniu mogą się poczuć zawiedzeni, bo nie skończą serii. Jednak ta jest tak piękna, że naprawdę warto ją mieć. Srebrny grzbiet, błyszczące elementy zbroi i zintegrowana okładka robią takie wrażenie, że dla samego wyglądu warto mieć to wydanie na półce. Jeśli dodamy do tego fantastyczne mapy po wewnętrznej stronie okładek i ilustracje w tekście, to otrzymamy prawdziwą perełkę. Do tego książka posiada wstążkę jako zakładkę. I choć początkowo moje czytelnicze serce czuło pustkę za papierową zakładką z motywem z książki, to po czasie uznałam ten wynalazek za najlepszy na świecie.

Z niecierpliwością czekam na resztę. By w końcu nastał kres „Księgi Całości”.


Za książkę dziękuję wydawnictwu oraz





10 - 2021 Najlepsze przed nami Zuza Kordel PRZEDPREMIEROWO

 Chilli Books 2021

382 str













Aniela chce uciec od rodziców, Łukasz od strasznej przeszłości. Oboje chcą zacząć od nowa, o własnych siłach. Ale miłość ma inne plany i przychodzi szybciej, niż jeżdżą wychuchane autka tej dwójki.


Jeśli spodziewacie się porównania twórczości Zuzy Kordel z twórczością jej mamy, Magdaleny, to niestety muszę Was rozczarować. Nie porównuję książek z ich adaptacjami filmowymi, nie porównam też książek obu pań, bo one same są odrębnymi ludźmi, z odrębną historią i przemyśleniami.

Spodziewałam się lekkiego romansu, z przejściowymi kłopotami, który mnie zrelaksuje i wprawi w dobry nastrój. I coś takiego dostałam Jednak po wczytaniu się bardziej okazało się, że te problemy są ciut większe, niż się spodziewałam. I niestety, tu pierwszy minus dla książki. O ile przeszłość Łukasza, sprawa uzależnienie i współuzależnienia, to, jak nałóg wpływa na osobę biorącą, jak i na jej bliskich potraktowałam jako dobre tło, to wrażenie zniknęło po przeczytaniu podziękowań autorki. Okazało się bowiem, że to wcale nie miało być tło, a problem, który chciała poruszyć. Jak dla mnie był zaledwie zarysowany, ledwo muśnięty. I o ile jest to w porządku w książkach rozrywkowych, to żadnych głębszych przemyśleń u mnie nie wywołało. Zrobił to natomiast dopiero właśnie wpis Zuzanny Kordel na samym końcu książki. Wolałabym, by przekaz był mocniejszy. To samo tyczy się chorób, zwykłych i psychicznych. Ważne tematy, a tu przez ich delikatne potraktowanie umykają. Oczywiście, nie wszystko musi być brutalne i wyłożone, jak kawa na ławę, ale brakowało mi większej dosadności.

Jeśli już jesteśmy przy minusach, to niestety przyczepię się do czegoś, czego w zasadzie nie powinnam, bo forma jest jak najbardziej poprawna językowo. Jednak używanie w potocznej mowie młodych ludzi imienia w poprawnej formie wołacza mnie razi. "Łukaszu", "Kubo" sprawiało, że otrząsałam się z historii, by zastanowić się, czy naprawdę ktoś tak mówi. Jednak uważam, że to zdecydowanie nie jest coś strasznego, biorę pod uwagę, że to debiut i chodziło o staranność językową. Wierzę, że z czasem autorka otrząśnie się z tej sztywności i nada rozmowom więcej realizmu. Choć za rozmowę z Eli kocham ją całym sercem i ubawiłam się do łez.

Żeby jednak nie było tak mocno krytycznie, to czas na plusy, bo tych książka zebrała sporo. Bardzo podoba mi się forma przekazu. Skakanie między teraźniejszością, a przeszłością w formie wspomnieć sprawiło, że miałam pełny obraz sytuacji. I choć tajemniczy "on" przewijał się wielokrotnie, to przez ten zabieg w zasadzie do końca nie wiedziałam, kto bruździ w historii bohaterów.

Dla mnie największym przesłaniem historii nie jest motyw współuzależnienia i wychodzenia z nałogu, nie jest to też pomoc w tym procesie, a szczerość. Przez całą książkę to właśnie wysuwało się dla mnie na pierwszy plan i jest najważniejsze. Szczerość na wielu płaszczyznach, w związku, wśród przyjaciół, w rodzinie.  I to nie tylko szczerość, jaką rozumiemy na co dzień, ale też kwestia ukrywania prawdy, która potrafi prowadzić do katastrofy większej nawet, niż kłamstwo. Idąc dalej tym tropem to też powieść o zaufaniu i zawierzeniu drugiej osobie. I jako taka jest dla mnie absolutnie piękna.

Urzekła mnie też prostota i lekkość wyrażania się (prócz niektórych sztywnych dialogów). To zdecydowanie wpłynęło na odbiór książki jako tej lekkiej, przyjemnej i odprężającej. Trochę humoru, trochę smutku, wszystkiego po trochu, jak w życiu.

Dobrze bawiłam się przy lekturze. Było kilka potknięć, ale z chęcią przeczytam kolejne powieści, by zobaczyć, jak rozwija się warsztat autorki. I czy porzuci te obrzydliwie poprawne wołacze.


Pamiętajcie, premiera już 14 kwietnia!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Lubimy Czytać i autorce.

Łączna liczba wyświetleń